Księga gości
| << | Luty 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
| 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | | | | |
| O mnie |
|
| djmatticlub |
|
Blizne |
| Słówko o mnie |
| Kto wie kim jestem tak naprawdę...
Piszę poemy, bo tylko tak najłatwiej jest rozładować swoje niechciane emocje. Może czasem troche z nimi przesadzam, ale cóż, |
| Zobacz mój profil |
|
|
|
|
28 styczeń 2007
TKP czyli prawdziwa historia o życiu...
|
TKP
Wstęp
Ta książka powstanie dlatego, że człowiek niekiedy dostaje pewnych inspiracji i trudów w swoim życiu. Musi je wszystkie uporządkować, aby jego dalsze życie było wygodniejsze. Kłopoty coraz częściej dotykają każdego zdarzenia. Nie potrafimy żyć bez nich. Sami je niejednokrotnie „tworzymy”, przy czym szkodzimy sobie, a tym bardziej innym, najczęściej bliskim. Nie zawsze jesteśmy świadomi tego, co robimy, nie znamy skutków naszych czynów. Każdy człowiek ma z tym problem. Są ludzie, którzy specjalnie robią źle, bo to umili im życie, są przekonani tez, ze zemsta musi być surowa, aby była doskonała, I stąd historia liczy sobie tyle wojen, sporów, zatargów, kłamstwa, zła… Im bliżej teraźniejszości, to grzechów jest coraz więcej. Mamy do nich skłonności, albowiem można je łatwo wykonać, zrobić. Natomiast do dobra potrzeba bardzo wiele chęci, trudu i bezinteresowności, że surowym ludziom nawet się to w głowie nie mieści. Jest jedno pewne: dopóki istnieje świat, zło będzie jego największą zgubą. Więc trzeba będzie czekać na zbawienie…
Moja opowieść powstała na autentycznych wydarzeniach z ostatnich kilkunastu miesięcy mojego życia i moich najbliższych znajomych (i nie tylko). Powyższy wstęp był tylko ogólnym wprowadzeniem w nastrój treści właściwej. Ci, którzy znają osobiście te losy, sądzę, iż nie przypuszczają, że z takich nieskomplikowanych wątków, można wyciągnąć wnioski na całe życie. Dla informacji: dane osobowe głównych bohaterów są zmienione, ponieważ nie chcę nikogo rozsławiać ani zawstydzać. Skrótem mówiąc, książka opowiada o tym, co jest silniejsze od wierzenia w fatum, przeznaczenie i zbieg okoliczności. To „coś” stało się motywem do napisania tej książki.
Życzę miłego czytania
1. Tak było na początku
Gorące lato w 2005r. pamiętają wszyscy. Nikt nie przypuszczał, że wydarzenia, jakie będą występować od tego czasu, tak bardzo podgrzeją cały klimat. Otóż gdzieś na świecie, jedynie możemy określić, ze w Polsce, lecz we fikcyjnej miejscowości, wsi Bliziowiance, działy się losy pewnej grupy młodych ludzi – gimnazjalistów.
Paweł Kalinowski, bardzo znany wszystkim dziewczynom, próbował w swojej przeszłości chodzić z wieloma panienkami, lecz nigdy nie był szczęśliwy. Jego niedaleka sąsiadka, Monika Dunin, nieceniona była u chłopaków, chyba tylko dlatego, że nie chciała być jakoś aktywna w tej dziedzinie życia. Była przekonana, iż kiedyś nadejdzie czas, kiedy to pozna swój ideał i będzie z nim szczęśliwa, mimo przeciwności losu. Dla Pawła dotychczasowe życie było bardzo męczące. Nie chciał już poznawać młodych kobiet na kilka dni. Chciał mieć ta jedyna, którą by kochał i był z nią szczęśliwy. Wiedział, że mając 15 lat, może sobie pomarzyć o prawdziwej miłości. Jednak nie musiał długo czekać, aby obalić swoją teorie, że może być szczęśliwy, chociaż ma tyle lat. Wszystko ma swój początek w wieloletniej przyjaźni z Mateuszem Duninem, jego najlepszym przyjacielem. Byli to najlepsi kumple jakich historia całej Bliziowianki znała, aż do momentu, kiedy to Pawłowi wpadła w oko siostra Mateusza, wówczas 13-letnia Monika. Przez nią ich przyjaźń uległa stopniowemu niszczeniu. Nie wiadomo czemu, ale oni sami nic nie robili, żeby ratować to, co łączyło ich przez tyle lat.
Mijały miesiące. Nadeszła jesień, a z nią kolejny rok szkolny. A był to nie byle jaki rok, ponieważ Paweł i Mateusz właśnie zaczynali naukę w 3. klasie gimnazjum. Były to ich ostatnie miesiące, w których się nawzajem odwiedzali, nie wiedzieli, co ich czeka w przyszłości. 1. września 2005r. po południu dwaj przyjaciele spotkali się u Mateusza w domu, wspominali swoje stare dobre czasy: - A pamiętasz jak to w podstawówce były te nasze stare bandy w starej klasie? – zaczął Paweł. - No pamiętam je dobrze – odparł Mateusz – lubiłem się bić, a inni lubili się bić ze mną. - Tak, szczere to, co mówisz. No wreszcie! – zakrzyknął. - Co znowu? - A nic. Tak mi się wyrwało. - Wiesz co? Mam ostatnio wrażenie, że się bardzo dziwnie zachowujesz. - Co masz na myśli? – spytał podejrzliwie. - Sądzę, że bujasz się w mojej siostrze. - Doprawdy? – odparł z ironią – którą? – zażartował. - Nie wkurzaj mnie! – zakrzyczał. - Dlaczego ty zawsze taki nerwowy jesteś? - Bo mi się tak podoba! – nie zmieniał tonu. - Dobra, uspokój się – panując nad sytuacją – o co ci tak właściwie chodzi? - Wiem, że ty i Monika ze sobą kręcicie. - Nie no bez przesady! – z niedowierzaniem. - Jak to? – zdziwiony. - Tak to, że ja i twoja siostra jesteśmy tylko znajomymi. Chyba nie powiesz, że jesteś zazdrosny za to, że się do niej uśmiecham, czy z ni rozmawiam? - Stary, powiem ci tylko jedno: nie bądź z nią, nigdy! Ty nie wiesz do czego ona jest zdolna. - Ciekawe to, co mówisz, naprawdę. Mała szatyneczka, cicha, skromna, nie lubiana przez chłopaków, bez konkretnych zainteresowań, nie wiedząca, co to jest życie, uważasz, iż ona mi może coś zrobić? - Chciałbym, żebyśmy byli szwagrami, ale.. - Co ale? – przerwał mu. - Dobra, rób co chcesz – wkurzył się – uważaj tylko na siebie i nie rozpaczaj, jak moje słowa staną się prawdą.
To spotkanie mogli zaliczyć do bardzo nieudanych. Mateusz znał swoją siostrę, lecz nie skonkretyzował Pawłowi, na co ma uważać. Może wtedy byłoby łatwiej zapobiec temu, co się wydarzyło, a wydarzyć się wcale nie musiało.
Kilka dni później Paweł urządzał swoje 15-ste urodziny, a 2 tygodnie później imieniny wraz ze swoim wiernym kolegom. Przyszło wielu znajomych, pewnie dlatego, że obaj byli znani jako DJ-e, lecz Paweł miał lepszą wenę do tworzenia muzyki niż Mateusz. Można sądzić, iż to go bardzo upokarzało i chciał małej zemsty, nie ostrzegając go przed tajemniczymi zdolnościami Moniki. Szkoda, że nie był świadomy w jakie tarapaty wpakuje swojego kolegę. Końcem września była dyskoteka w gimnazjum. Odbywał się na niej „chrzest kotów”, czyli klas pierwszych. Starsze klasy miały niezły ubaw z wygłupów swoich młodszych rówieśników. Jednak tej imprezy, która była dokładnie rok temu, nikt dobrze nie wspomina, jeśli mówimy o organizatorach tej dyskoteki, ponieważ to oni byli wtedy „kotami”, a „katami” rocznik Pawła. Tak. To były jego pomysły z tymi wszystkimi okropnościami, torturami, upokorzeniami…
Ale przejdźmy do sedna. Monika przyszła na dyskotekę, mając nadzieję, iż Paweł jakoś przybliży się z uczuciami do niej. Jednak się myliła. Mimo to nie poddawała się. A chłopak wiedział, co się kreci. Nie mógł pochopnie podjąć decyzji, czy chce być z nią, bo bardzo mało o sobie wiedzieli, chociaż znali się kilka lat. Musiał ją poznać, aby stwierdzić, ze nie zagraża jemu życiu i uczucie, jakie powstanie między nimi, będzie trwałe, a może nawet wieczne.
Mijały tygodnie. Paweł i Monika poznawali się stopniowo. Najpierw ich kontakt był zaledwie na przerwach, potem były SMS-y i szczere rozmowy, a na końcu wspólne wracanie ze szkoły, odwiedzanie się, drobne przechadzki. Wszyscy, którzy ich znali, myśleli sobie, że oni są ze sobą, lecz grubo się mylili. Jednak wielkim zaskoczeniem było to, iż 17. listopada (na kolejnej dyskotece) Paweł poprosił Monikę do tańca. Podczas dwóch pamiętnych przytulanek chłopak zaproponował chodzenie ze sobą. Była bardzo rozradowana tą propozycją, bo wreszcie jej marzenie się spełniło. - Monika – zaczął nieśmiało Paweł. - Tak Pawełku? – spytała z uśmiechem. - Heh – uśmiechnął się do niej – mam pytanie. - Tak? Jakie? - Mam nadzieję, że nie rozwali to naszej znajomości. - Jakoś to przeżyję. - Jesteś tego pewna? – z małym niedowierzaniem. - Z cała pewnością – z wielkim przekonaniem. - Muszę ci cos wyznać… Monika – mówił w wielkim stresie. - Tak? - Kocham cię Monika, ale… - Co ale? Co mówiłeś? Bo niedosłyszałam. - Masz chłopaka? – zmienił ton. - Nie. Jeszcze nie. - A chciałabyś mieć takiego kogoś jak mnie? - No pewnie! – okrzyk radości. - Musze ci coś powiedzieć, tak się składa, że pewnym zbiegiem okoliczności właśnie tego nie słyszałaś. - Nie wierzę w zbiegi okoliczności! – zabuczała – więc, co wtedy powiedziałeś? - Kocham cię Monika. - Tak się składa, że ja ciebie też – z wielką radością. - Czyli, że ja, że ty, że my? – nadal niedowierzał. - Tak.
I od tego czasu byli już ze sobą. Był o bardzo szczęśliwa para. Jak to bywa w miłości: bez sprzeczek, wiarygodni sobie i wierzący, że kiedyś będą razem. Oni byli swoim celem na przyszłość. Ich przekonanie do szczęśliwości było tak ogromne, że ograniczyli się dla innych osób. Po prostu chcieli mieć tylko i wyłącznie siebie. Wiedzieli, iż są spostrzegani przez innych jako niegodni sobie, ale nie zważali na to, albowiem mówili sobie: „miłość ci wszystko wybaczy”.
Dla Pawła było bardzo dziwne to, że Monika po pewnym czasie ograniczała z nim kontakty, Spotykali się już tylko w szkole. Stopniowo obydwoje przyzwyczajali się do rzadszych spotkań. Teraz był czas na intensywną naukę. Grudzień i styczeń ma to do siebie, że im większy mróz, tym większe nerwy w szkole, bo wiadomo, liczy się każda ocena, każde słowo, każdy gest. Było to ważna dla Moniki, która dopiero zaczęła naukę w gimnazjum, ale ważniejsze dla Pawła, który za kilka miesięcy planował zdać wszystkie testy i w znakomitym stylu zakończyć szkołę, aby dostać się później do liceum.
Innymi słowy, był to czas próby dla kochanków. Mieli sienie i tylko to ich trzymało przy życiu. Najgorsze było to, że Monikę rodzice nigdzie nie puszczali na imprezy poza szkolne, więc Paweł musiał chodzić albo sam albo za swoimi koleżankami, lecz nie ze swoim kolegom Mateuszem, bo on jakoś nie miał chęci wychodzić z domu. Wolał komputer i swój wirtualny świat. Jednak 24. grudnia wybrali się razem na pasterke. - No i jak tam? – zaczął Paweł. - Po staremu – odparł mateusz. - Ja wiem, czy tak po staremu. - No trochę już nie. - Tak i to wielkie trochę. - Nie kumplujemy się tak jak dawniej. Czemu? - Bo wg mnie jest to nielogiczne, żebyś się ze mną kumplował i jednocześnie chodził z moją siostrą. - Jest to logiczne. - Nie jest! – zakrzyczał. - Jest. Nie umiesz tylko tego pojąć. - Jasne! Ty wiesz przecież wszystko najlepiej. - Ja? Najlepiej? No coś ty? - Nie strugaj wariata – wpadł w furię. - Uspokój się. - Sam się uspokój! - Nie podnoś na mnie głosu! - Bo co?! - Bo pstro!
Prawie doszłoby między nimi do bójki, ale w końcu się opanowali. - Stary, sorry – zaczął Mateusz – ale wiesz jak jest ze mną. - No wiem. - To głupio zabrzmi, ale boję się o ciebie. - O mnie? - Tak. Uważaj na Monikę. - Stary, powtarzasz się. - To co z tego?! – błyskawicznie podniósł ton – czy ty nie widzisz, że ja się dla ciebie poświęcam?! - No widzę, ale mógłbyś mi chociaż powiedzieć, dlaczego tak bardzo nie chcesz, abym był z Moniką? - Człowieku! Ty nie wiesz do czego ona jest zdolna! - Chcę to wiedzieć. Powiedz.
Ale odpowiedzi nie usłyszał. Mateusz pozdrowił do tylko zwrotem „Wesołych Świąt” i poszedł.
Kończący się rok Paweł nie zaliczył do udanych, mimo miłości z Moniką i paroma udanymi imprezami, w tym w jego klubie, gdy grał jako DJ, kilka ognisk, no i oczywiście Sylwester, którego spędził u swojej najlepszej przyjaciółki, u Renaty Promary, równie zwariowanej jak on.
2. Podstawa wszystkich szyfrów
Zaczął się rok 2006. Styczeń był wyjątkowo mroźny, tak samo mroźny jak uczucie między Pawłem i Moniką. Przynajmniej tak mu się zdawało. Z jednej strony był szczęśliwy, bo ją kochał, lecz z drugiej strony czuł się osamotniony. Widywał się z nią coraz rzadziej, a nawet na komórkę nie odpisywała mu SMS-ów. Było mu bardzo nudno. Postanowił, że zarejestruje się na kilka czatów. Miał czas na takie sprawy, ponieważ nacisk na naukę był coraz mniejszy, innymi słowy zbliżały się ferie. Starał sobie zająć czymś czas. Nie wystarczały mu codzienne wypady na kilka godzin na narty. Wieczorami przesiadywał przed telewizorem lub komputerem. Dostatnim brakiem dla niego było brak spotkać z Moniką. Nie mógł dłużej czekać bezczynnie. Chciał ją najpierw czymś zająć, żeby spędzała z nim więcej czasu. Lecz okazało się po kilku dniach, że to nie jest osiągalne. Bardzo się zdenerwował na swoją dziewczynę.
W międzyczasie poznał wiele innych dziewczyn z okolicznych miejscowości, lecz te przyjaźnie były takie jak dawniej, czyli kilkudniowe. Wiadome jest to, że nie chciał już tego. Pewnej nocy, gdy był na czacie, poznał pewna dziewczynę, którą polubił do tego stopnia, iż została później jego „Siostrzyczką” a w dodatku „Bliźniaczką”. A nazywała się ona Karolina Ostrowska, na ogół spokojna, lecz z wielką pomysłowością i temperamentem, bardzo ładna, miała powodzenie u chłopaków, ale nie była zmienna w uczuciach. Chciała mieć dużo przyjaciół i miała, ponieważ posiadała taki charakter, iż inni godnie doceniali jej zachowanie i wygląd.
Szczegółowe poznawanie Pawła i Karoliny odbywało się kilka dni przed feriami. Potem ich przyjaźń bardzo rozkwitała, lecz nie chcieli rozwalać swoich związków dla siebie. I stąd powód, że zostali „rodzeństwem”. Ich zachowanie wobec siebie było naprawdę takie, jakby byli rodzeństwem, tyle że bardzo dobrym rodzeństwem, ponieważ kochali się jak brat i siostra, potrafili sobie nawzajem wybaczyć, pomóc. Żałowali tylko, że nie mieli okazji do spotkania. Próbowali wszystkich możliwych sposobów, ale na próżno. Uświadomili sobie, iż przyjdzie kiedyś taki czas, że będą mogli mieć siebie kiedy tylko zechcą, nie niszcząc przy tym swoich miłości.
Wróćmy jednak do pierwszego weekendu ferii. Bardzo bolesnym ciosem okazało się dla Pawła, gdy rodzice nie puścili Moniki na wesele jako osobę towarzyszącą. Biedak musiał się nudzić na imprezie, która z jednaj strony była radosna chwilą dla jego rodziny, lecz z drugiej strony ten dzień był smutny, ponieważ kilkaset kilometrów od Bliziowianki w pewnym niedużym mieście zawaliła się hala targowa. Zginęło wiele ludzi. W mediach szykowała się kolejna afera polityczna. Każdy bał się, że budynki mogą się zawalić pod ciężarem nieodśnieżonego dachu, jednak po kilku dniach, gdy minęła żałoba narodowa, ludzie powoli zapominali o katastrofie i zaczynali normalnie żyć.
Skupmy się teraz na losach Pawła, które będą mieć dla niego znaczenie w odległej przyszłości. Wszystko zaczęło się w piątek przed tamtą tragedią. Paweł, jak nigdy nic, poszedł na korepetycje z fizyki. Okazało się jednak, że korepetytora nie ma, a to się mu zdarzało, jeśli go przed tym nie ostrzegł wcześniej. Paweł bardzo się z dziwił. Miał to szczęście, iż w domu była jego wnuczka i synowa, która zadzwoniła po teścia. Zanim się on zjawił w domu, Paweł i wnuczka korepetytora, Magdalena Starska, spędzili ze sobą na rozmowie kilka chwil. Stały się one bardzo ważne dla dziewczyny, która los nie wspierał, miała zawsze dużo p Problemów, uważała, że nikt jej nie rozumie i nigdy nie pomoże. Było to dziwne dla Pawła, ponieważ wiedział o niej same dobre rzeczy. Wiedział, że jest najlepszą uczennicą w roczniku, jest szanowana, lubiana przez innych. A tu nagle okazało się jej prawdziwe oblicze. - No cóż Magda, mam ten zaszczyt być w twoim domu, się znaczy w pokoju – zaczął Paweł, gdy już był sam na sam z dziewczyną. - Och tak, tak – odparła dziewczyna – bardzo się cieszę, że tu jesteś. - Ja? – zapytał z niedowierzaniem. - Tak, ty. - Jak to? - Cieszę się tym, że mam koło siebie kogoś kto jest szanowany… - Szanowany?! Ja?! Chyba pomyliłaś adresy. - Monika jest z tobą szczęśliwa. - Co ty nie powiesz… ale jej chłopak raczej nie do końca jest szczęśliwy z nią. - Dlaczego? - Nie musisz tego wiedzieć. - Ależ proszę, powiedz. - Po co? Przecież ją znasz. - Łatwo ci mówić. Wątpię, czy byś miał wyrobione zdanie o ludziach, gdybyś przez nich cierpiał. - A ty cierpisz? - Nie twój interes! – zmieniła ton. - Dobra, nie pytam o nic więcej. Nie wiesz kiedy twój dziadek przyjedzie? - Za chwilę. - To dobrze, bo im szybciej wróci, tym szybciej skończę dziś lekcje. - Masz czas potem? - Potem? Nie wiem, a co? - Przyjdź.
Korepetytor właśnie przyjechał, więc Paweł poszedł się dokształcać. W międzyczasie zastanawiał się, po co Magda chciała, żeby on przyszedł. Po dwugodzinnych zajęciach, tak jak zawsze ubierał się i był przygotowany do wyjścia, gdy tu nagle zjawiła się dziewczyna i poprosiła go o zostanie na chwilkę. I znów zasiedli w tym samym pokoju co przedtem. Chłopak z ciekawości zapytał: - Mogę wiedzieć, dlaczego to robisz? - Widzę w tobie szczęście, ma je Monika, szkoda że ja tak nie mam. - Och Magda, na każdego przychodzi odpowiedni czas, jeśli chodzi o miłość, szczęście, problemy i śmierć. - Szczególnie na to ostatnie. - Czemu tak sądzisz? - Bo tak – wzruszyła ramionami. - Musisz mieć jakiś powód. - Może tak, może nie. - Czy teraz będziesz się jakoś na mnie wyżywać, żeby ci ulżyło? - Nie. Skąd co to przyszło do głowy? - Słuchaj, widzę, że masz jakieś problemy i nie chcesz o nich mówić. - Każdy ma swoje problemy. - Sądzę, że to są większe problemy. - Większe, mniejsze, co to za różnica? - Duża. Przy małych problemach nie załamywujemy się taj jak przy dużych. - Co ty o tym wiesz?! – zakrzyczała. - A nie mówiłem, że się będziesz odstresowywać na mnie. - Ależ proszę – litośnie – nie zrozum mnie źle. - Nawet nie wiem o co ci chodzi. - Chciałabym ci powiedzieć, ale możesz to wyśmiać. - Słucham. - To dla mnie trudne. - Więc się przełam. - Dobrze, spróbuję. - Wiedz jedno: nie śmieję się z cudzych problemów. - Co sądzisz o Adrianie Michałowskim? - Mam to traktować jako zmianę tematu? - Pytam serio. - No cóż, nie lubię go, wręcz nienawidzę, za to jaki jest dla innych. - Kochałam go. - Co?! – podskoczył z wrażenia – Ty?! - Tak. - Ojej! Współczuję ci Magda. - To jest jeszcze nic. - Opowiedz mi o wszystkim. - Dobrze, spróbuję. Wszystko zaczęło się w grudniu, dokładnie tydzień przed świętami. Zadzwonił do mnie na komórkę pewien nieznany nr, więc chciałam się dowiedzieć kto to jest, no i zaczęłam z nim pisać. Okazało się, że to Adrian. Jakbym wiedziała jaki on jest naprawdę, to nie kontynuowałabym z nim kontaktu, ale cóż, stało się inaczej. - No właśnie. - Co? - Teraz musisz dokładnie określi… - Co? – przerwała mu. - No dobra, nic. Kontynuuj. - Po kilku dniach zaprzyjaźniliśmy się. Uczucie pomiędzy nami było coraz to większe, aż po tygodniu wyznał mi miłość. Byłam wtedy taka szczęśliwa. Nie znałam go, ale chciałam być taka szczęśliwa jak Monika. Tego jej zazdrościłam odkąd jesteście razem. Myślałam, że moje życie się odmieni, lecz myliłam się bardzo. Kilka dni potem pokłóciliśmy się o błahostkę. Myślałam, że sobie tylko żartujemy i zaraz się pogodzimy, ale okazało się cos gorszego. - Czekam cały czas na to, że powiesz wreszcie o co chodzi. - On mnie obraził, ładnie mówiąc. Nazwał mnie kurwą, dziwką, brzydulą… - zaczęła płakać. - Ależ nie płacz. - Jak ja nie mogę płakać skoro on zrobił mi takie świństwo?! - Bardzo chamsko się zachował. To dobrze, że tylko tyle powiedział, bo stać go na coś więcej. - Myślałam, że choć ty się przejmiesz mną! – zakrzyczała prze łzy. - Co się tutaj dzieje? – znienacka wparowała mama Magdy – dlaczego ty kochanie placzesz? - To ja już pójdę – wyrwał się Paweł. - Zostań – upierała się Magda. - Jest już późno. Muszę iść. - Szkoda, że musisz.
Odkąd Paweł usłyszał to, co Adrian zrobił Magdzie, był bardzo wstrząśnięty. Palił wielką nienawiścią do tego człowieka, ale teraz nie mógł wytrzymać z nerwów. Dotąd zbytnio nic nie łączyło Pawła i Magdę, ale wspólny wróg mógł bardzo zmienić bieg przyszłości. Można by powiedzieć, że od tego momentu zaczęło się coś nowego, lecz nikt nie przypuszczał, iż taki mały zatarg pomiędzy tymi osobami, przerodzi się w wielką wojnę. Ale teraz nie czas, żeby mówić to, co będzie na końcu. Do sedna trzeba trafić krok po kroku.
Najgorsze było to, że Paweł nie wiedział jak pomóc swojej sąsiadce. Z jednej strony cieszył się radością z wolności, bo akurat były ferie, a jednak wciąż myślał o czynach tamtego. Próbował pocieszać dziewczynę każdy możliwy sposób, ale to nie było takie łatwe, jak sobie myślał. Miał pewne powodzenie w bajerowaniu panienek, lecz ona stała się dla niego kimś, dla kogo musiał wychodzić sam z siebie. Lubił ekstremalne wezwania, ale to było dla niego za trudne. Nie chciał zarazem skończyć współpracy, ponieważ okazałby się taki sam jak jego wróg. Był w sytuacji bez wyjścia. Koniecznie chciał cos zrobić. Każda próba była daremna. Mimo to nie poddawał się.
Tak się składało, że na feriach potrzebował Internetu, ponieważ robił pracę o ekologii na kolejną Sesję Sejmiku Dzieci i Młodzieży, a nie miał go, więc musiał chodzić do korepetytora po informacje i ewentualne porady. Gdy kończył, zawsze w drzwiach czekała Magda i prosiła go, aby został z nią porozmawiać. Paweł miał na to czas, więc się zgadzał. - Ostatnio nie skończyłam ci opowiadać o nim – zaczęła Magda. - No tak. Co masz jeszcze do dodania? - Jest tylko siostra Anka, wiesz chyba która. - Wiem. Chodzi z moim bratem do klasy. - No tak, zapomniałam o Igorku. - O Igorku… - łapał za słowa – nie wiedziałem… - Daj spokój! On jest przecież ode mnie młodszy! - To tylko 5 lat. - Tylko? Chyba aż! – mówiła nerwowym głosem. - Wydaję mi się, że bardziej cię drażnię, niż ten Adrianek. - Ależ przestań! Ty jesteś chociaż fajny. - Fajny powiadasz. Tak się to teraz nazywa? - Daj spokój! - Wiesz co, idę do domu. - Nie idź, proszę. - Chciałbym cię zrozumieć, ale jakoś ty nie umiesz zrozumieć mnie. - Słuchaj, nie denerwuj mnie! - Idę! Nie będę słuchał twoich problemów! Moimi nikt się nie interesuje! Jestem sam, ograniczony wiekiem i problemami. Mi nikt nie potrafi pomóc. Ty masz chociaż rodziców, przyjaciół, oni się nigdy nie opuszczą! - Co ty mówisz? - To co widzę i myślę, a nie to co słyszę. - Myślałam, że jakoś mi chcesz pomóc… - Bardzo chcę, choć nic, poza małą znajomością, nas nie łączy. - Nie rozumiem? - I nie zrozumiesz! - Dlaczego jesteś taki dla mnie? - Daję ci do zrozumienia, że ja też nie jestem szczęśliwy. - Ale Monika… - Co mnie obchodzi Monika?! Ile razy mam ci mówić, że ja nie jestem z nią szczęśliwy. - Przepraszam. - Nic nie szkodzi. - Widzę, że ty też masz niemiłe problemy. - O bardzo niemiłe! Będę musiał chyba zerwać z nią. - Nie rób tego, proszę. - Dlaczego? - Bo nie chcę byś powodem waszej rozłąki. - Ty? A to niby czemu? - Spotykasz się ze mną, a z nią domyślam się, że nawet nie rozmawiasz. - Nie bój się o nic. Jak ją rzucę, to już nie będę chodził z żadną. - Dlaczego? Paweł, co się z tobą stało? - Mam już dość tego wszystkiego! Nikt nie potrafi mi pomóc i ja też nie potrafię pomagać. - Ale przecież się nie poddajesz. - To nie ma nic do rzeczy! Kiedyś było inaczej! Nie znasz mnie! – krzyczał nerwowo. - Myślałam, że razem osiągniemy jakiś cel. - Cel?! Razem?! Dziewczyno! My nigdy nie będziemy razem, bo nie chcę i tobie psuć życia. - Paweł, nie rób mi tego. - Chciałbym, ale zrozum, że nie jestem taki, jakiego sobie wyobrażasz. Żegnaj!
Po tych słowach odszedł od niej. Przez następne dni nie odzywał się ani do niej, ani do Moniki, nawet nie chodził do znajomych. Ufał tylko swojej przyrodniej siostrze, bo wiedział, że i tak to nic nie zmieni, jak się jej wyżali. Nie przypuszczał, iż Karolina koresponduje z Moniką. Teraz Paweł zrozumiał, że zrobił błąd, dając nr siostry swojej dziewczynie. Jednak było już za późno. Musiał działać szybko i skutecznie. Dręczyło go sumienie za wszystko. Chciał skończyć ze sobą, lecz jednak nie umiał się zabić. Bał się czegoś. Myśli o samobójstwie towarzyszył mu sen o spadającym meteorycie. Leciał on prosto na niego. Im był bliżej niego, tym bardziej jego nerwy traciły naturalną równowagę. Najgorsze było to, że w pewnej chwili meteoryt znikał i widział tylko błysk, nie było huku. Lecz w tym momencie na dobre zasypiał. Obudził się rano, był chory, wszystko go bolało. Z drugiej strony był wściekły na życie i na to, że nie umarł, choć tak bardzo chciał. Nie wierzył, iż kiedyś nadejdzie chwila nadziei i dobra. Dla niego Zycie, którym przewodzi zło, jest cenniejsze, bo do niczego nie prowadzi. Wie, że każdy prędzej czy później umrze, a na śmierć jest wiele sposobów, każdy dobry.
Dopiero po feriach wrócił do normalnego życia. Skoncentrował się na nauce, żeby zakończyć ostatni rok szkolny z jak najlepszymi wynikami, a poza tym przygotowywał się do bierzmowania, które bardzo pragnął przyjąć, ponieważ ono było dla niego kluczem do bram przyszłości.
3. Powrót do życia bez kłopotów
Nie podobało się Pawłowi to wszystko, co usłyszał od Magdy, ale też nie chciał sobie stwarzać problemów, gdy trzeba myśleć o swojej przyszłości. Znacznie urwał z nią kontakty. Przychodził już tylko na korepetycje do jej dziadka i od czasu do czasu jak jego brata nie było w szkole, aby odpisać mu zadanie od Anki. Starał się jak najmniej rozmawiać z Magdą, czy to przez komórkę, czy w szkole.
Skoncentrował się na nauce. Nigdy w życiu tyle się nie uczył. W dodatku kończył kurs szybkiego czytania i skutecznej nauki, czyli, jak to sam nazwał, kurs szybkiej reakcji w byciu szpiegiem. Lubił kryminalistykę, szyfry, symbolikę, ale to nie była jego życiowa pasja. Swoje zdolności planował wykorzystać dopiero w przyszłości, gdy będą mu do czegoś potrzebne.
Chciał chwilami wrócić do normalności. Nadrabiał naukę, aby spędzać dużo czasu ze swoją dziewczyną. A Monice po feriach się odmieniło. Dotychczas ograniczała swój kontakt z Pawłem. Lecz teraz bardzo dużo ze spędzali ze sobą czasu. Rozmawiali ze sobą jak prawdziwa para. Myśleli o wspólnej przyszłości, ale już tak bardziej na serio. Oczywiście chłopak miał ta nadzieję większą, ponieważ więcej się uczył, niż żył w spokoju. Dziewczyna ostrzegała go przed pochopnością. Była świadoma, że w każdej chwili ich związek może się rozpaść, lecz Paweł trochę to lekceważył, bo tak bardzo chciał być ze swoją dziewczyną w biedzie i dostatku, w zdrowiu i chorobie, w dobru i złu, po prostu zawsze i wszędzie. Nie wyobrażał sobie życia bez niej. Aż tak był w niej zakochany.
14 lutego był jednym z najradośniejszych dni w całym życiu Pawła. Czuł, że wreszcie ktoś go kocha. Gdy patrzył na zakochaną w nim po uszy Monikę, miał takie samo wrażenie, ze ona też go kocha. Dobrze myślał, ponieważ dziewczyna w ostatnim czasie szalała za nim. W szkole uważano ich zachowanie niekiedy za przesadnie, ale oni się tym nie przejmowali. Mieli siebie i to było dla nich najważniejsze w trudnych chwilach.
A wracając do Dnia Zakochanych, to w tym dniu, jak byli w szkole, to spędzali ze sobą czas, jak nigdy wcześniej. Nawet wracając do domu trzymali się za ręce. Zanim doszli, poodchodzili kilka sklepów, które mieli po drodze. Rzecz jasna, byli sami. Nikt im w tym nie przeszkadzał. Mieli to szczęście, że mieszkają niedaleko siebie i znacznie od szkoły, bo zanim doszli do domu Moniki, to spędzili ze sobą znaczną ilość godzin. Jakby było im tego mało, rozmawiali kilkanaście minut. Jakże trudno było się rozstać zakochanym, ale cóż, do domu trzeba było kiedyś wrócić.
Paweł, będąc już w domu, otrzymał Nielaba błahą wiadomość. Otóż jego druga wychowawczyni (ta z kursu) oznajmiła mu listownie, iż zdał kurs z wynikiem celującym, znakomitą skutecznością i z wielką zdolnością do najrozmaitszych przemyśleń, z którymi wzmagał się prawie rok. Teraz był bardzo szczęśliwy, bo otrzymał indywidualne świadectwo ukończenia nauki, które chciał, aby przydało mu się do przyszłości. Jak na razie, to myślał o tym, żeby załączyć ten dokument do podań do średnich szkół.
Chłopak był bardzo szczęśliwy tego dnia. Gdy tylko zjadł obiad, wyruszył do sklepu z pamiątkami i innymi różnościami, aby kupić coś na Walentynki swojej dziewczynie. Nie przeszkadzała mu surowa zima, choć tego dnia była bardzo ładna pogoda, bez wiatru, śniegu, było tylko słoneczko z wielkim mrozikiem. Miłość go tak rozpalała, że żadne prawo naukowe nie potrafi do tego dojść, dlaczego przy takiej aurze jest mu bardzo gorąco. Wiadome jest też to, iż naukowcy myślą w sposób racjonalny, a to ich gubi, zdaniem Pawła, bo nie myślą to co ludzkie, tylko to co potrzebne do życia materialnego. Oczywiście nie uważaj, że jest tak ze wszystkimi, ponieważ naukowiec też człowiek, z małą różnicą w myśleniu.
Późnym popołudniem Paweł poszedł do domu Moniki. Poprzytulali się, powyznawali sobie miłość, poobdarowali się nawzajem prezentami dla siebie. Było bardzo romantycznie, prawie jak w bajce, tylko właśnie z tą różnicą, że do pełnoletniości brakowało im trochę i nie mogli w pełni wykorzystać swojej miłości. Musieli to znosić z nadzieją, iż za kilka lat miłość pozwoli im na wszystko. Poza tym musieli uważać na to, co robią, bo nie byli sami w domu. Było też rodzeństwo Moniki, Mateusz i Paulina. „Niechcący” podglądali kochanków. Bardzo to denerwowało ich, bo chcieli się mieć dla siebie, a z drugiej strony trzeba było uważać na tamtych. Miłość ma to do siebie, że wszystko wybaczy, nawet niemiłe, względem Pawła i Moniki, zachowania Pauliny i Mateusza, którzy byli wobec nich, ładnie mówiąc, po prostu chamscy. No, ale udało im się spędzić prawie cały dzień i tym byli najbardziej ucieszeni.
Kolejne dni nie były aż tak bardzo różowe, lecz miłość trwała w chłopaku i dziewczynie nadal. Od tamtego dnia ta miłość zyskała status szalonej, bo w tym wieku trudno się kochać na miarę przyszłości.
Obydwoje znów wrócili do nagminnego uczenia się, przy czym już nie zapominali o sobie. Nauka była na lekcjach i parę godzin po szkole, reszta czasu była dla nich. Wykorzystywali go niemal w 100%. Nawet inni, którzy ich obserwowali, sądzili, że mogą dotrwać do końca, bo rzadko spotyka się taki osoby jak oni.
Równe dwa tygodnie po Walentynkach odbyła się dyskoteka szkolna z racji Ostatków. Z jednej strony dzień szaleństwa, ale z drugiej strony był to wstęp do Wielkiego Postu, czyli 40-stu dni wewnętrznego wyciszenia się. Obchodzenie Dróg Krzyżowych i nabożeństw Gorzkich Żali.
Wracając do dyskoteki, Paweł wraz z Moniką tańczyli ze sobą cały czas, z małymi odpoczynkami. Można by powiedzieć, że stali się parką tej dyskoteki. Każdy taniec, niezależnie czy był do muzyki techno, czy do przytulani, wykonywali obydwoje, nie zważając na to, że się wygłupiają i to niekiedy przesadnio. Wiedzieli co robią. Chcieli się po prostu rozładować przed tymi chwilami, za którymi człowiek pełen radości nie przepada. Przekonali się, że w tym dniu można się też wiele nauczyć, pomijając szkołę. Paweł nauczył Monikę tańca zwanego rura lub jak kto woli rura w rurę, który się przyjemnie tańczy przy muzyce dance hall, hip-hop, itp. Chłopak nauczył się tego tańczyć, będąc na kolonii w okolicznym klubie. Wraz z kilkoma kolegami uczył się tego tańca podczas imprez. Jego instruktorką była urocza pracowniczka hotelu, w którym przebywali. Chłopcy narzekali tylko na wiek dziewczyny.
Ostatkowej dyskoteki nie mogło nic zepsuć, ale jednak Magda trochę popsuła zabawę Monice. Nie chodzi tu o odbijanie chłopaka, tylko o jej bardzo dziwne zachowanie. - I jak się bawisz kochanie? – spytał Paweł. - Super skarbie – odparła mu. - Ja też. Jest przyjemnie. Pewnie dlatego, że mam ciebie. - Naprawdę? - No tak. Czyżbyś wątpiła? – żartobliwie. - Ja? No skąd! – podtrzymując ton. - Cieszę się z tego oczywiście. - Muszę ci cos powiedzieć. - Słucham… Sorki, że przerwie, ale chce ci oznajmić, że cię kocham. - Ej! Ja to chciała, powiedzieć. - No to powiedz. - Kocham cię. - Jeszcze bardziej się cieszę. - Fajnie cię mieć… I to w dodatku ty masz mnie. - Ale zaszczyt! No ja nie mogę! - Wiedziałam, że ci się spodoba. - Mam pytanie. - Słucham? - Dlaczego Magda tak cicho siedzi? – zmieniając ton na poważniejszy. - Tego to ja nie wiem. Zawsze taka była. - Zawsze się na przerwach wściekała, a gdy ją wszyscy opuszczali, to zamykała się w sobie? - Można to tak ująć. - Biedna Magda. - Też mi jej żal. Wiesz co, pociesz ją jakoś, - Ja?! – z niedowierzaniem. - No w końcu ty jesteś DJ. - Ale co to ma do rzeczy? - Och skarbie, nie zapomniałam, że znasz się na panienkach. - A nie boisz się, że ona chce mieć mnie? - Ona? Pff! Dobre… - Ja bym się nie śmiał z tego, gdybym był na twoim miejscu. - Wiesz dlaczego nic nam nie grozi? - Nie wiem. - Bo tylko ja jestem jej koleżanką, ale taką prawdziwą, można by powiedzieć, że super przyjaciółką i jestem pewna, iż ona nie chce stać się powodem naszej rozłąki. - Jednak musimy na nią uważać. - Racja. - Skoro mam jakoś ją pocieszyć, to co najwyżej mogę z nią zatańczyć następną przytulankę. - Uważaj na siebie. - A ty co nagle taka? – zdziwiony – dopiero chciałaś tak bardzo, abym jej jakoś umilił czas. - No tak, ale z drugiej strony ona może coś zepsuć pomiędzy nami. - Potraktuj nasz taniec jako nic nadzwyczajnego, tak jakbym tańczył z Renatą czy Justyną. - Spróbuję. Będzie to dla mnie trudne rozstać się z tobą na ten jeden taniec. - Szybko minie. Nic się nie bój.
Uśmiechnęli się do siebie. Paweł podszedł do Magdy, która była lekko zszokowana, że ktoś poprosił ją do przytulanki i to nie byle kto. Była bardzo radosna. Wyraźnie wyglądało, że chciała nadal tańczyć z nim, ale piosenka się skończyła, więc planowała powrócić do swojego kąta. Tu znowu spotkała ją miła niespodzianka, ponieważ Paweł z Moniką zaproponowali jej wspólny taniec. Z upływem czasu dołączały do nich kolejne osoby. Zabawa trwała. Najgorsze było to, że imprezę trzeba było skończyć, a nikt tego nie chciał. Uproszono dyrektora szkoły i opiekunów o kilka minut przedłużenia dyskoteki.
Paweł, Magda i Monika wracali z dziadkiem Magdy do domu. Pożegnali dziewczynę pod jej domem, a Paweł wraz z Moniką szli pod dom dziewczyny. Nie chcieli się rozstać, chociaż było już późno i mróz bardzo dokuczał obojgu zakochanym. Chwilę porozmawiali o dyskotece. Na pożegnanie chłopak przytulił dziewczynę i pocałował ją. Było to dla niej bardzo miłym zaskoczeniem i w dowód wdzięczności ona pocałowała jego. Uśmiechnęli się do siebie i wyznali sobie miłość. Było im szkoda się rozstawać . tyle miło czasu spędzili ze sobą, a tu nagle za parę godzin trzeba będzie zmienić tryb życia na spokojny, pobożny, refleksyjny.
W końcu się rozeszli, choć nie za bardzo chcieli. Do późnych godzin nocnych pisali do siebie SMS-y. Paweł dowiedział się paru rzeczy od swojej dziewczyny. Najbardziej był zgodny z tym, że od chwili kiedy się pierwszy raz pocałowali, obydwojgu zabiło serce.
Następnego dnia wszyscy stali się nie do poznania. W szkole cisza, gimnazjum spokojne choć życie tętniło w nim zawsze. Niezwykła powaga ogarnęła świat chrześcijański. Nawet życie naszych bohaterów się dużo ustatkowało. Już nie szaleli tak z miłością. Ograniczali się trochę ze wszystkim, ale nie zapominali, że są ze sobą.
Tydzień później był Dzień Kobiet. Oczywiście Paweł zakupił żółtego tulipana Monice i popędził do niej. Ona przy okazji zbliżającego się Dnia Mężczyzny podarowała mu drobny upominek. Po wymianie prezentów wpadli sobie w ramiona, ściskali się bardzo mocno i pozwolili sobie na małe usta-usta. Mieli to szczęście, że nie było nikogo w domu, więc mogli sobie na to pozwolić. Szkoda tylko, iż nie wiedzieli, że to są jedne z ich ostatnich najszczęśliwszych chwil.
4. Gdy zniewaga staje się kulminacją
Każda chwila może odmienić człowieka w całkiem inne oblicze. Jeżeli chodzi o Pawła, to mamy do czynienia z jego poważną wadą, można by powiedzieć nałogiem, czyli łatwej uległości dziewczynom. Jest tylko jedna dobra zaleta tego postępowania: zawsze był wierny swojej właściwej dziewczynie, lecz jak się okazuje do czasu.
Może nie każdy to zauważa, ale podczas, gdy Paweł i Magda tańczyli razem przytulankę, chłopak czuł, że ona jest przy nim bardzo szczęśliwa. Nagle zmieniła swoje życie, ze smętnego i ponurego w pogodne. Teraz jeszcze bardziej zazdrościła Monice chłopaka. Chciałaby się jakoś nim podzielić ze swoją najlepszą znajomą, ale wiedziała, że może zniszczyć wzajemne stosunki całej trójki. Z jednej strony życie znacznie się odmieniło, lecz z drugiej wciąż miała przed sobą swoje dotychczasowe życie, które wspomina z jak najgorszej strony.
Marzyła sobie o chłopaku takim jak Paweł. Widziała w nim swój ideał. Nie uświadamiała sobie, że z każdym dniem zauracza się w im coraz więcej. Nie pozostawała cicha jak dawniej. Zaczęła rozmawiać więcej z Pawłem. Widziała w nim wszystko, czego mogła sobie zapragnąć.
Dziwne jest też to, że chłopak przejął się nagle porzuconą przez świat dziewczyną. Polubił ją, współczuł jej, bo sam jeszcze nie tak dawno cierpiał na samotność i brak bliskiej sercu osoby. Sam zaproponował jej odwiedzanie po korepetycjach. Na pierwsze spotkanie po znacznej przerwie przyniósł jej wiersz, który sam ułożył. Nie było w nim żadnej treści miłosnej chłopaka wobec Magdy, miała to być jedynie forma pocieszenia w trudnej sytuacji. - Dziękuję ci za to, co dla mnie zrobiłeś – powiedziała Magda. - Nie ma za co – odrzekł Paweł – drobiazg. - Ależ skąd! - Dla mnie nic trudnego. - Wymagało to od ciebie dużego wysiłku. - Przynajmniej mam lżej na sumieniu. - Zrobiłeś to, bo chcesz, żeby mi się humor poprawił, czy masz jakiś inny powód? - Powiedzmy, że łączę się z tobą w cierpieniu. - Wiesz, dzięki! – z nienawiścią. - Myślałem, że wspólnie jakoś dojdziemy do tego jak pokonać wroga. - A też ci się wspomniało dopiero teraz. - Lepiej później niż wcale. - Tylko ile ja się musiałam nacierpieć, żeby doszło do tego momentu, iż zaoferowałeś mi pomoc. - Nie narzekaj! Im bardziej będziesz zmierzić sobie i innym życie, ty bardziej będziesz cierpieć i twoja radość życia straci swą dotychczasową wartość. - Ala ja się nie cieszę z życia! - Musisz dać sobie szansę. - Nie umiem, nie potrafię… - Chcę ci pomóc. - Niby jak? – jakby z nadzieją. - Na początek chce zostać twoim przyjacielem. - Miło słyszeć. A co potem? - Potem? Heh, czas pokaże. - Jasne! - A może akurat wyciągnę cię poprze przyjaźń w lepsze życie. - Śmieszne! Nie ma na to szans. - Ależ są! – z uśmiechem – musisz mi tylko jedno przyrzekną. - Co? - Choćby miało pomiędzy nami coś zajść, chodzi mi o miłość pomiędzy nami… - My?! Miłość?! Nie rozbawiaj mnie, bo twoje żarty mnie tylko dołują. - Magda, daj mi skończyć. - Och już dobrze proszę pana. - Chcę być twoim bardzo bliskim przyjacielem, ale pod warunkiem, że nasza przyjaźń nie przerodzi się w miłość, która miałaby zniszczyć moją miłość z Moniką. - O to się nie martw. - Nie bądź tego taka pewna. - Gwarantuję, że szybko się mną zniechęcisz. - Pożyjemy, zobaczymy.
To był pierwszy krok, żeby poprawić życie Magdy. Nie było łatwo ją przekonać Pawłowi, ale w końcu mu uległa. Teraz przed chłopakiem trudne zadania, ponieważ musiał podejść dziewczynę psychicznie, aby odmienić jej życie. Najgorszy był dla niego początek, bo trzeba będzie ją poznać bliżej, innymi słowy rozszyfrować ją. Przez cały marzec próbował rozmawiać z nią jak z normalną koleżanką. Niekiedy spędzali ze sobą więcej czasu, niż Paweł powinien spędzać go z Moniką. Ona natomiast zaczęła się niepokoić sposobem kontaktowania się swojego chłopaka z najlepszą przyjaciółką. Chciała się bardzo dowiedzieć, o czym rozmawiają, lecz słyszała tylko to, że nie musi się martwić, bo ich łączy jedynie przyjaźń, a w dodatku po jednaj rozmowie wynikło, iż Magda jest kuzynką Pawła.
Początkowo rozmowy między nimi miały charakter zapoznawczy. Opowiadali o sobie, swoich przeżyciach. Chłopak nakierowywał dziewczynę tak, że mówiła coraz więcej milszych rzeczy i nie załamywała się już tak, że nawet po małym poniżeniu była w stanie popaść w depresję. Wewnętrznie czuła, że odkąd się spotykają, jej życie jest przyjemniejsze, ktoś ją docenia, szanuje, pomaga jej i co najważniejsze nie nienawidzi. Było z nią coraz to lepiej. Z każdym dniem stawała się milsza dla otoczenia, kolejne osoby zaczęły ją lubić, najpierw te z klasy, potem zaczęli chodzić kumple i kumpele Pawła. Wreszcie jej życie odmieniło się.
Ale nawet w poszukiwaniu dobra, możemy odnaleźć sporo zła. Otóż pomiędzy Pawłem i Moniką uczucie było takie jak zawsze, natomiast stosunki chłopaka z Magdą stały się coraz bliższe. Wypierali się, że to tylko przyjaźń i dodawali, że szalona przyjaźń, tak samo jak Monika z Pawłem, z tą różnicą, że ona go bardziej lubi, a jej najlepsza znajoma kocha.
Największy kłopot zacznie się znienacka. Nikt nie przypuszczałby, że z żartu na Prima Aprilis, może zacząć coś strasznego. W ten dzień Paweł dla zabawy wysłał Magdzie SMS-a o treści „Kocham Cię ;*” , co bardzo zamurowało dziewczynę, ponieważ wzięła to na serio. Przed tym zdarzeniem chłopak ostrzegł Monikę, co zamierza zrobić, a ta się trochę zaniepokoiła i zaostrzyła mu rygory. Od tego czasu może być z ich związkiem źle, jeśli zauważy, że pomiędzy nim a Magdą zawiązuje się głębsze uczucie.
Dlatego też po tym figlu Paweł od razu oznajmił Magdzie, ze to tylko żart, ale… - Szkoda, że zrobiłeś mi taką nadzieję, a już się przestraszyłam, że naprawdę – zaczęła Magda. - Heh, ależ skąd! – odparł żartobliwie Paweł – chciałem cię tylko rozweselić. - Mam pytanie. - Słucham. - Widzisz siebie i niejako parę? - Musimy o tym rozmawiać? – chciał to jak najszybciej przerwać. - Nie musimy. - To dobrze. - Ale pomarzyć sobie nie wolno? - Nie! Przecież to może mieć fatalne skutki dla naszej trójki, gdyby się okazało, że mamy romans. - Racja… Szkoda, że odebrałeś mi nadzieję. - Och przestań! Jest tylu chłopaków. - Ale ja chyba coś do ciebie czuję. - No tylko tego brakowało! – z rozpaczą. - Wiem, że zrobiłam błąd. - Czy ty wiesz co to znaczy? - Nie, a w sumie trochę wiem. - Musimy ograniczyć ze sobą kontakty do minimum. - Aż tak? - Tak, proszę cię, zrozum, że może być potem bardzo źle. - Wiem – zaczęła płakać. - Nie płacz – przytulił ją – jakoś to będzie. - Zrozum to, że ja cię naprawdę kocham! - Szkoda, że ja też. - Coś ty powiedział?! – z niedowierzaniem. - To co słyszysz. - Ty… - Tak! – ze złością. - No to mamy kłopot. - I to wielki. - Co robimy? - Albo w trybie natychmiastowym zapominamy o tym, co przed chwilą powiedzieliśmy i jesteśmy zwykłymi znajomymi, tak jak ja z Renatą czy Justyną, albo w ogóle się już nie widywać, nie rozmawiać, po prostu zapomnieć o sobie. - Ja wolę to pierwsze. - Ja zaś to drugie. - Dlaczego? - Bo potrafię skreślić wszystko to, co było. - Nie zrobisz mi tego! - Zrobię, bo potrafię. - Proszę, nie…
Jednak z błagań dziewczyny nic. Chłopak w ogóle nie odzywał się do niej, a to stało się dla Magdy bardzo wielkim ciosem. |
|
Komentarzy:
8
|
|
28 styczeń 2007
|
5. Życie na dwa biegi
Trudno jest być nieszczęśliwie zakochanym, szczególnie gdy leżą się czyjeś losy. Jedna mała pomyłka może mieć później fatalne skutki. Jak mamy do czynienia z wieloma problemami, to mamy z czasem coraz więcej kłopotów, bo nie zawsze potrafimy sobie z nimi poradzić.
Losy Pawła i Magdy znacznie sparaliżowały ich własne życie. Wiedzieli, ze jak Monika się dowie, o tym, co zaszło, to może być niewesoło, ponieważ chłopak straci ją, a dziewczyna zostanie przez nią znienawidzona.
Życie stało się kłopotliwe. Z początku byli w rozłące i wtedy było im najłatwiej, bo z czasem zapominali częściowo o swojej własnej przyszłości. Ale po kilku dniach przypadkowo znów zaczęli pisać. Najpierw chodziło o rolę do „Misterium Męki Pańskiej”. Monika i Magda zaczęły namawiać Pawła, aby wziął role Jana Apostoła, lecz chłopak odmówił. Dziewczyny zapisały go pod jego niewiedzę do tej roli, tak że musiał się zgodzić na udział w przedstawieniu. Dla „zemsty” skręcił nogę i nie chodził tydzień do szkoły. Zapowiedział cały czas, że rzuci rolę, bo jeszcze nigdy nie występował przed większą publicznością.
Chłopak w przypadkowy sposób skręcił nogę. Myślał, co w tym roku sobie zrobi, że będzie miał zwolnienie lekarskie. I pech chciał, iż schodząc ze schodów, pośliznął się i zobaczył piętę w miejsce palców. Z początku twierdził, że ból przejdzie, ale dopiero wrócił do domu, noga rozbolała go jeszcze gorzej. Mimo tego nie pojechał do szpitala. Wolał się leczyć domowymi sposobami. Przez noc ból minął. Rankiem szykował się do szkoły, ale nie mógł ruszać chorą nogą. Bolało go niesamowicie. Od razu pojechał z tatą Marcelim do szpitala. Badania wykazały, że ma „coś” z kościami, ale nie było określone bliżej, co to jest to „coś”. Dla bezpieczeństwa nałożono mu longetę i musiał z nią chodzić do Świat Wielkanocnych. To bardzo zabolało chłopaka, bo planował wystartować w zawodach lekkoatletycznych, w swojej ulubionej dyscyplinie – bieg na 100m. Teraz musiał walczyć o zdrowie, żeby być w pełni sił na egzaminy.
Tego samego dnia po południu pech spotkał również Magdę, która na lekcji WF-u złamała sobie palec u ręki. Miała to szczęście, że jej tata pracował w szkole i natychmiast pojechali do szpitala. Lekarze założyli jej gips. Również miała go nosić do świąt. Podobnie jak Paweł do szkoły nie chodziła.
Można by teraz wywnioskować, że jakaś nadludzka spowodowała, iż ich życie ciągle się łączyło, a za chwilę rozłączało. Przez 2 tygodnie obydwoje będą musieli cierpieć tak samo.
I właśnie w tym czasie nastąpi ich całkowite przybliżenie. Stanie się tak, ponieważ nie będą mieli zbytnio obowiązków w nauce i w domu. Nikt nie będzie całymi dniami miał dla nich czasu, więc pozostaną sami i ich kontakt przez komórkę. Dotychczas dyskutowali o ogólnych tematach, a teraz poznali się na sobie i mogli już pisać o czymś poważniejszym. Przez ten czas, gdy byli w gipsie, doszło do kilku ciekawych rozmów przez SMS-y. - Ale pech chciał z tym gipsem – Paweł. - Taaa… Ja tyle nie wytrzymam! 2 tygodnie to stanowczo za długo – Magda. - Cieszysz się, że cierpimy razem? - Że cierpimy to nie, a że razem to tak. - Heh, dobre. - I znów razem. - Czy to zbieg okroczności? - Zbieg okoliczności?! Nie wierzę w zbiegi okoliczności tylko w przeznaczenie. - Każdy wierzy w co mu się podoba. - A ty w co wierzysz? - Ja? Dobre pytanie. Sam nie wiem. - Nie ukrywaj nic przede mną. - Więc tak: fatum jest zbyt surowe jak dla mnie, przeznaczenie to wcześniej ustalony cel, oczywiście nie przeze mnie, a zbieg okoliczności to tylko przypadkowy zestaw wydarzeń, który miał miejsce w tym samym czasie. - Do czego zmierzasz? - Nie wierzę w fatum, przeznaczenie, ani w zbiegi okoliczności. - Ale musisz w coś wierzyć! - Wierzę, ale to trochę trudne do opisania. - To spróbuj coś na ten temat powiedzieć. - Ogólnie mówiąc jest to podobne trochę do fatum i przeznaczenia, ale ma inną istotną cechę. - Jaką? - Ma w sobie to „coś”. - Co to jest to „coś”? - Nie wiem. W tym tkwi cały problem. - A może os przede mną ukrywasz? - Ja? Nigdy w życiu! - Jesteś tego pewien? - Z całą pewnością. - Wierzę ci. - Mi? Dlaczego? - Bo cię kocham. - Oj przestań! Znów zaczynasz? - Przepraszam, ale nie umiem się od tego powstrzymać. - Więc trzeba będzie nad tym trochę popracować. - Tylko mi nie mów, że znów będziemy się rozstawać. - To i tak nic nie da. - Wiem. - Jeszcze bardziej zbliżamy się do siebie po chwilach rozłąki. - Mówiłeś coś Monice o tym, że jesteśmy razem? - Coś ty! - To dobrze. Ona się o tym nie może dowiedzieć. - Kiedyś jej to powiem, co robiliśmy. - Proszę, nie. - Ale to planuję w dalekiej przyszłości. - Nie rób mi tego. - Przecież nie wiemy, czy nasze drogi się rozłączą, czy nie. - No i co? - Więc jak już będę z Moniką na stałe, to wyznam jej jaki to ja kiedyś byłem. A może akurat się przyzna do tego, że ona też nie była fair w stosunku do mnie. - Ona? Przecież cię kocha. - Ty też mnie kochasz. - Niestety tak, ale dla niej liczysz się tylko ty. - A dla ciebie? - Dla mnie nasza przyjaźń. - No właśnie! Czy ktoś powiedział, że jak ktoś do kogoś mówi „kocham cię”, to od razu musi znaczyć, że te osoby chodzą ze sobą? - Przeważnie tak jest. - Nie zapominaj, że istnieje takie coś jak miłość braterska. - Ale to było kiedyś! - A teraz nie jest? - Już nie. - Jest, tylko straciło swoją wartość. - Tak sądzisz? - Tak, ponieważ słowo miłość nie zawsze znaczy, że się kocha drugą osobę, ale może też oznaczać, że się lubi, szanuje, pomaga bezinteresownie i wspólnie zwalcza problemy, a to się nazywa miłość braterska. - To miłość i to miłość. - Ale jest różnica. - Bardzo wielka różnica. - Szkoda, że współcześni ludzie zrobili z miłości braterskiej miłość partnerską. - I stąd te wszystkie geje i lesbijki. - Żal takich ludzi. - No pewnie, że tak. - Tylko, że im nie żal tego, co robią. - Świnie! - Racja! - Mam prośbę. - Słucham. - Ty zdałeś ten kurs, prawda? - Tak. - Mógłbyś mi jakoś pomóc? - W nauce? - Tak. - W czy masz problemy? - Po prostu ze wszystkim. - Nie wierzę. Musisz mieć określone to, czego nie umiesz. - Tylko kto mi powie co to może być? - Wg mnie masz problemy z koncentracją. - No to mnie pocieszyłeś. - To nie był komplement! - Domyślam się. - Musimy działać i to szybko. - Co preferujesz mistrzu? - Określ mi wszystkie gatunki muzyki, których słuchasz. - Rock, metal, punk, gothick rock, a z innych to trance, czasem hip-hop. - Ogranicz się do gothick’a i trance’u, miło widziane słuchanie klasyki. - Ojej! Aż tak?! - Poza tym, próbuj się mniej denerwować. - Łatwo ci mówić. - Trudniej wykonać. Wiem coś o tym. Kiedyś też to przerabiałem. - I co? - I nic. Żyję. - To mnie nie pociesza. - Kiedyś zrozumiesz. - Co zaś zrozumie? - Co to jest życie. - Nie musisz mi o tym mówić, bo ja znam tylko ciemne strony życia. - Miej tą świadomość, że zawsze mogło być gorzej. - Dla mnie najgorsze już za mną. - Ale zmieniasz zdanie! - Chciałam ci podziękować za to, że jesteś. - Nie wiem co powiedzieć. - Pomogłeś mi trochę. - Chyba to już nie koniec całego twojego zła? - Nie. Przecież Adrian… Wiesz co… - Wiem. A ja nie umiem ci pomóc. - Potrafisz mnie podejść psychologicznie. - Ale co z nim? - Nie chcę, żebyś używał siły. Nie chcę, aby dla mnie walczono, aby przeze mnie była wojna. - Ja też nie chcę wojny. Pamiętasz chyba mit o koniu trojańskim, a szczególnie o wątku Heleny? - Tak, znam ten mit. I dlatego nie chcę zła. - Mądra dziewczynka. - Coś ty powiedział? - Nic, późno już. - Już mnie żegnasz? - Skarbie, jest druga w nocy, jutro trzeba iść do szkoły. - Ale mi się tak miło z tobą pisze. - Dobrze wiedzieć. - Musisz już iść? - Niestety tak. Będę jutro. - Cieszę się. - Przyjdę po korkach. - Tak? Super! - Widzę, że się cieszysz. Muszę ci powiedzieć dobranoc. - Dobranoc! Miłych snów!
Paweł i Magda kontaktowali się cały czas za plecami Moniki. Gdyby się ona dowiedziała o tym, to nie sądzę, czy byłaby szczęśliwa. Jednak życie toczyło się dalej. W dzień chłopak żył dla swojej dziewczyny, w nocy dla swoje przyjaciółki. Lubił być towarzyski, ale przeszkadzało mu to, że musi ukrywać swoją przyjaźń, która jest czymś więcej.
W czwartek przed Wielkanocą ściągnięto gips obojgu poszkodowanym. Wreszcie czuli się swobodnie. Myśleli powoli o wolności, bo niedługo kończył się Wielki Post i coraz bliżej było do wakacji. Nie mogli też zbytnio szaleć, bo zdrowie nie pozwalało im jeszcze na to. Po prostu, cieszyli się z życia, jakie ono było.
6. Czas nerwów
Nazajutrz zmarła babcia Moniki. Był to ogromny cios dla dziewczyny. Jej brat dopiero powiedział po kilku godzinach o tym Pawłowi. Zrobiło się żal chłopakowi. Uświadomił sobie, że to może być kara za to, iż nie jest wierny swojej dziewczynie. Starał się o tym zapomnieć ale cos nie dawało mu spokoju.
Jego mama wiedziała, że ona umrze, bo widziała ją w szpitalu kilka chwil przed śmiercią. Jej skóra zmieniła kolor na żółty, a potem zaczynała wklęsać w kości. Oczy natomiast wyglądały, jakby płakały, ale nie leciały jej łzy. Mówiła bardzo spokojnym, chwilami niepewnym głosem. Śmierć czyhała nad nią. Chwilę potem zeszła się jej rodzina. Mało rozmawiali. Wiedzieli co się stanie lada moment. Jednak chcieli się cieszyć ostatnią chwilą życia, jej życia. Umarł, gdy tylko wszyscy od niej poszli.
Wieczorem, tuż po Drodze Krzyżowej, odbył się za nią różaniec w kaplicy cmentarnej i następnego dnia, również wieczorem, ale po ostatniej mszy. Pogrzeb odbył się po południu w Wielkanoc. Przyszło mnóstwo ludzi, w tym Paweł, wystrojony w garnitur, koszulę i kanty, który przy okazji spełniał rolę ministranta, oraz Magda ubrana cała na czarno. Nikt w tym jakże radosnym dniu nie uśmiechał się. Tragedia rodzinna stała się również tragedia sąsiedzka.
Po całej ceremonii wszyscy udali się do domów. Nie było hucznych przyjęć, były tylko skromne spotkania z rodziną. Trwała żałoba. Nawet Magda nie flirtowała tego dnia z Pawłem. Jedynie chłopak wieczorem oznajmił dziewczynie, że trzeba będzie jakoś pomóc psychicznie Monice. Ta potwierdziła jego zdanie, ale już więcej tego dnia nie pisali razem.
Następnego dnia Paweł pisał z Moniką SMS-y. próbował ją jakoś odciągnąć od cierpienia. - No hej skarbie! – zaczął. - No hej – odpowiedziała mu dziewczyna. - Jak się czujesz? - A jak myślisz? - Raczej nie najlepiej. - Już powoli przechodzi mi to uczucie utraty bliskiej osoby. - Z czasem to zaniknie. - Tylko tego czasu trochę minie. - Próbuj nie wspominać o śmierci swojej babci, lecz myśl, że ona wciąż żyje. - Ale ona przecież żyje! - Racja! - Szkoda, że nie na ziemi. - Wiesz, jakbyś potrzebowała pomocy albo porozmawiać, to ja zawsze się poświęcę dla ciebie. - Dziękuję ci za to, że jesteś. - To nie wystarcza. - Dla mnie wystarcza. - Ale wiedz, że cię nie opuszczę, nigdy. Musisz tylko mi powiedzieć, że masz jakiś problem, bo ja sam tego nie odgadnę. - Dobrze. To miło z twojej strony. - Drobiazg. - Muszę ci odmówić. - Dlaczego? - Nikt nie zrozumie moich problemów! - Ależ kochanie, a ja? - Ty też! - Jak nie chcesz to nie musimy o tym rozmawiać – po chwili – czemu nie odpisujesz? Jesteś zła? Przepraszam, jeśli cię czymś uraziłem. Kochanie, proszę, odpisz.
Lecz nie odpisywała kilka dni. Jedynie w szkole chwilami odzywała się, ale to nie było już tak jak dawniej. Paweł przytulał Monikę, pocieszał ja, chciał zrobić wszystko, aby zapomniała choć przez chwilę o bólu. Próbował wszystkiego. Nawet ograniczył się do kontaktów z Magdą. Ona rozumiała chłopaka. Sama również chciała, aby jej najlepsza przyjaciółka była znów szczęśliwa. Do pomocy wzięła inną swoją dobrą znajomą z klasy, Martynę Kater, z którą wspólnie działały na dobro Moniki.
Chłopak musiał ograniczyć się do maksimum, jeśli chodzi o bliski osoby, ponieważ do testów dzieliły go już kilka dni. Starał się byś jak najmniej nerwowy. Odżywiał się bardziej zdrowo, tzn. nie jadł wszystkiego co chemiczne, a spożywał wszystko co z naturalnych wyrobów. Dużo spal, nie przemęczał się nauką, nie oglądał telewizji, nie słuchał muzyki, ani nie grał na komputerze. Podchodził do egzaminów bardzo psychologicznie. Owszem obawiał się, że może nie zdać ich w miarę dobrze, ale starł się być dobrej myśli. Dzięki metodom, których nauczył się na kursie, umiał panować nad sobą i nie tylko, bo przecież wyciągnął Magdę z depresji i ratował przed tym Monikę.
W ostatnim tygodniu kwietnia odbywały się egzaminy. We wtorek z przedmiotów humanistycznych, temat o uśmiechu, a w środę test matematyczno-przyrodniczy. Po zakończonych egzaminach, w ramach odreagowania, Paweł wraz ze swoimi przyjaciółkami, Justyną i Renatą, poszedł na sklepy, aby zaczerpnąć wolnością. Potem dołączył też brat Moniki i paru innych znajomych. Spotkanie przyjaciół było nadzwyczaj radosne, bo to co najtrudniejsze mieli już za sobą. Teraz cieszyli się sobą. Wiedzieli, że każda chwila zbliża ich do życiowej rozłąki, albowiem każdy miał swoje plany na przyszłość i każdy planował iść po gimnazjum do innej szkoły, a nawet jeśli do tej samej to na inny profil. A oto ich rozmowa: - Dopiero nie tak dawno kończyliśmy podstawówkę i szliśmy do gimnazjum – zaczął Marcin. - To było przecież tak nie dawno – odparła Renata. - Ale ten czas zleciał szybko! – rzekł Paweł. - Strasznie – powiedział Mateusz. - Już niebawem nie będziemy się widywać w takim składzie – Paweł. - Może w ogóle już po wakacjach się nie zobaczymy – Krzysiek. - Bądź dobrej nadziei – pocieszała Patrycja. - Gdzie zamierzacie składać podania i kiedy? – spytał Paweł. - W przyszłym tygodniu będzie dobrze, bo będzie jeszcze mały ruch, a będzie dużo wolnego, więc kto chce niech pojedzie ze mną – zaczął Mateusz. - Dobra – odparli mu wszyscy. - No to gdzie zamierzacie składać podania? – spytał powtórnie Paweł. - Ja do Ekonomika, LO i szkoły sportowej – rzekł Marcin. - Ja uderzam na Kopernika, a w najgorszym wypadku do LO – powiedziała Renata. - Potwierdzam – poparła Justyna. - I ja też – dodał Arek. - Ja myślę głownie o LO, a jak się nie dostanę to Ekonomik – odparł Paweł. - Racja – rzekł Krzysiek – a ty Patrycja? - W sumie też. Myślę jeszcze nad Technikum. - Mnie najbardziej interesuję Szkoła Informatyczna niż Ekonom – powiedział Mateusz. - Byłoby miło dostać się do Szkoły Hotelarskiej – dopowiedział ktoś. - Albo do Gastronomicznej. - Niedaleko jest też Wojskowa. - A może ktoś się ze mną wybierze do Szkoły Hutniczej? - Ja wolę Naftówkę. - Ja tam idę do Budy. - No pewnie! Wszyscy się tam dostaną. - A jak! - Racja! - Chodźmy wszyscy do Budowlanki. - Dobry pomysł! - Ja na rzeźnika, a ty? - Mechanik. - Tapeciarz oczywiście. - Mówię wam dobrze, chodźmy wszyscy do Budy, to nie będziemy musieli się żegnać. - Chciałoby się, ale ja mam swoją przyszłość i nie chcę jej zmarnować – wyrwał się Paweł. - Czy ty zawsze musisz być inny? – spytał Maciek. - Nie, ale ja to nie ty, że wszystko mu ujdzie. - Ha ha ha, znalazł się mądry. - Mądry, niemądry, ale rozsądniejszy. - Ty i rozsądek! - To tak jak ty i głupota. - Trzymajcie mnie, bo jak go dopadnę… - Dobra, dobra. Trzymaj siłę dla siebie. - Trzeba będzie powoli iść – przerwała zaczynającą się bójkę Renata. - Racja – rzekł Mateusz. - Późno się robi – powiedział Marcin. - Przynajmniej nie ma na jutro nauki – odparł Justyna. - Szkoda, że będziemy musieli się rozstać po wakacjach – zaczął Paweł – trzymajcie się, do jutra! - No część!
W następnym tygodniu zawieźli podania do szkół. Przy okazji „pozwiedzali” wzrokiem nowe budynki, do których chcieli się dostać. Już tak mało dzieliło ich do osiągnięcia swoich celów. Nerwy brały wszystkich z każdym następnym dniem. Ograniczano sobie rozrywkę, aby czas poświecić nauce. Każdy chciał zakończyć gimnazjum jak najlepiej. Obawiano się każdej złej konsekwencji z negatywnych ocen. Ale cóż, przetrwali.
7. Kontratak na wroga
Rozpoczął się maj. Znów nastały ciepłe, gorące dni. Było coraz bliżej wakacji, więc nie ma takiej osoby, która by się tym nie cieszyła. Wszyscy już chcieli sobie serdecznie odpocząć od nauki, nawet nauczyciele. Jednak oni najbardziej tępili uczniów, gdy zbliżał się czas rozkoszy.
Przed ostatnią klasą gimnazjum ostatnie nerwy w starej szkole i niebawem nowe w innych, przyszłych szkołach. Dlatego też każdą chwilę poświęcano nauce, aby mieć cos na zapas, a w nagromadzeniu wolnych chwil, miały miejsca ostatnie szkolne, wspólne imprezy sportowe i edukacyjne. Rzecz jasna, do sportu ciągnęło wszystkich.
Paweł myślał już tylko o wolności wakacyjnej. Jednak wiedział, że nie nacieszy się nią zbyt długo, bo chciał w tym czasie gdzieś pracować, aby sobie zarobić trochę pieniędzy. Ciężko mu było się z tym pogodzić, ale chciał cos w życiu robić.
Teraz do kłopotów w szkole doszły mu znów kłopoty z Magdą. Dziewczyna kolejny raz dobierała się do chłopaka. Tym razem w poważniejsze sposoby. A przecież miała to być tylko zwykła przyjaźń. No cóż, nie zawsze wychodzi, bo człowiek nie potrafi zapanować nad sobą, szczególnie gdy mózg jest przeciążony. Może dlatego oblicze chłopaka jest takie rozbieżne, inne w zależności od sytuacji w jakiej się znajduje. Potrafi kochać, litować się, pomagać, a za chwilę potrafi nienawidzić i być złym człowiekiem. Ta zmienność spowodowana jest dojrzewaniem fizycznym i psychicznym.
Doszło do kolejnego spotkania między Pawłem a Magdą. Tym razem dziewczyna była bardzo zdołowana. Chłopak, coraz bardziej nerwowy, nie wiedział, co robić. Każdy dobry pomysł mógł choć na chwilę rozwiązać cały kłopot, lecz ani on, ano ona nie mogli go znaleźć.
Upłynęło już sporo czasu od zapoznania się z głównym problemem. Kolejne dni stawały się coraz trudniejsze. Psychika siadała obojgu. Napięcie wielkie. Nie myśleli w tym czasie o nauce. Mieli ważniejszy cel – pozbyć się wroga, który jak się okazało, znowu zaczął pisać do Magdy. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W końcu Paweł znalazł prosty plan. - On się znowu do mnie odezwał – powiedziała Magda. - Kto? – spytał Paweł. - Ono. - Kto ono? - Adrian. - I co ci napisał? - Znowu zaczął ze mną kręcić. - A co ty na to? - Lakonicznie tak lub nie, nic więcej. - Masz racje. Ale tylko to ci napisał? - Nie. - Co zaś znowu zrobił? – podniósł ton. - Nie krzycz. Kolejny raz powiedział mi parę gorzkich słów. - Znowu?! O nie! Tak już być nie może! - Powtarzasz to odkąd się lepiej znamy. - Daj i jego nr. - Po co? - Skoro on cię poniża, to czemu my nie możemy mu tym zaodwetować? - Racja! Możemy. - To jak z tym nr? - Poczekaj – poszperała w swojej komórce – oto on. - Dzięki – przepisał nr na swój telefon. - Co mu napiszesz? - To co on tobie a nawet coś gorszego. - Tylko proszę, uważaj na siebie. - Nic się nie martw. - Chciałabym. - Proszę. Zrób to dla mnie. - Postaram się. - Mogę się podpisać twoim imieniem i nazwiskiem? - To ryzykowne. - Ale to dopiero jak go nieźle zdenerwuję. - Powodzenia. - Podziękuję jak już będzie po wszystkim. - Uważaj na siebie. - Wiem. - To trudne. - Też wiem. - Czuję się, jakby miało się cos złego wydarzyć. - Bez obaw! Poradzę sobie. - Dajesz słowo rycerza Jedi? - Heh, słowo harcerza. - Ale ty nim nie jesteś. - Ty też nie jesteś Jedi.
Spojrzeli sobie w oczy i roześmiali się. Pierwszy raz od dłuższego czasu byli razem z jakiegoś powodu szczęśliwi. Szkoda tylko, że na krótko, bo chłopak zaczął szybko ofensywę. Najpierw puścił sygnałka na nr Adriana, który również zrobił to samo. Potem on zaczął pisać do niego SMS-y w stylu „Kim jesteś? Skąd jesteś? Ile masz lat? Czym się interesujesz? Co lubisz a co nie? itd. itp.” Oczywiście Paweł kłamał, że jest dziewczyną, ma 14 lat, jest z Radomia, lubi śpiewać i tańczyć i nie lubi jak go ktoś denerwuje. To, co dowiedział się od tamtego, od razu przekazywał Magdzie.
Adrian przez kilka dni pisał z chłopakiem jak z najlepszą przyjaciółką. W końcu, myśląc, że to dziewczyna, wyznał jej miłość. Paweł na żarty przyjął śmieszną jak dla niego propozycję. Od tego momentu pisali ze sobą jakby byli zakochani. Po pewnym czasie doszło do kłótni i to nie byle o co. Paweł zaczął zmyślać, że nie lubi takich, co wiecznie kłamią, oszukują innych, wyłudzają pieniądze, kradną, biją, zabijają i takich, co są w nałogach. Adriana bardzo to zdenerwowało, ponieważ właśnie był taki jak powiedział Paweł, że nie lubi. Wróg przystąpił do ataku. Zaczął pisać nagminnie brzydkie SMS-y, w których zawarł niekatolickie treści o człowieku i Bogu. To podejście bardzo zdziwiło Pawła, bo uważał go za najbardziej lizanego ministranta w negatywnych szeregach katechety Dawida Nozdrzaka. Nie lubił ich obydwu odkąd kapłan pojawił się w Bliziowiance.
Chłopak nie lubił tez jak mu ktoś dokucza, więc nie pozostawał w cieniu poniżenia i odpłacił mu własną frazeologią. Nie była ona aż tak kontrowersyjna. Mimo to wróg nie ustępował i zaczęła się prawdziwa wojna na nieciekawe słowa. Pisali ze sobą o tym długo, dopóki Pawłowi się nie znudziło. Na końcu oznajmił, że nazywa się Magdalena Starska, ale nie jest tą którą zna osobiście, tylko osobą o takich samych danych osobowych, ale nie dał sobie tego znać po sobie.
Pawłowi ulżyło, bo się wyładował wreszcie na nim. Z drugiej strony zdał sobie sprawę, że rozpoczął długą wojnę, trudną wojnę, z której niełatwo można będzie wyjść zwycięsko.
8. Weto wroga
Nastały trudne czasy. Miłość, konflikty i nauka bardzo źle wpływały na psychikę Pawła. Teraz jeszcze doszedł niemiły problem – wojna z Adrianem. O dziwo wróg milczał. Adrenalina był coraz większa z każdą godziną, jednak trwała cisza przed burzą, wielką burzą. Chłopak wiedział doskonale w co się pakuje, lecz z drugiej strony nie mógł stać i patrzeć bezczynnie, gdy jego największy wróg szkodził jemu, Magdzie i jak zauważył, swoim znajomym.
W kolejnych dniach ukrywał, że jest sprawcą całego zamieszania, udawał głupiego, gdy się go pytano o aferę w ludziach katechety. Zmyślał, że nic nie wie, poddawał się szukania nowych wiadomości, które uznał za niezbędne do toczenie kolejnych walk. Przez kilka godzin dowiedział się bardzo dużo. Tak jak przypuszczał, Adrian rozpoczął współpracę z Nozdrzakiem, co oznacza również, że ich organizacja myśliwska też się przyłączyła. Co do tej organizacji to należeli do niej sami lizusi katechety i byli gotowi zrobić wszystko dla niego, dlatego też uczniowie w okolicach Bliziowianki nazywali ich grupą antyoazową bądź mafią.
Wrogów było dużo, Paweł sam, lecz do czasu. Potrzebował niewiele, aby zebrać swoją tajną bandę i rozpocząć prawdziwą wojnę, choć tak naprawdę walczył sam. Był to pewien aspekt psychologiczny, który okazał się sukcesem. Chłopak uznał, iż nie jest tutaj potrzebna siła mięśni, ale mózgu, czyli zastosowanie tzw. triku hakera psychiki.
Wieczorem, gdy Paweł przebywał u Mateusza, dostał SMS-a od Magdy: „Pustak dzwonił do mnie. Podał mi twój nr i spytał czy go znam. Odparłam, że nie i spytałam o co chodzi. On odparł, że pisze do jednego z jego ministrantów brzydkie SMS-y i podaje się za mnie. Powiedziałam mu, że mnie to bardzo zaskoczyło i postanowiłam, że zbadam kto kryje się pod nieznanym nr. Kochanie, oni nas namierzyli, wiedzą, że to ty. Jesteśmy w tarapatach. Najgorsze jest to, że powiedziałam rodzicom, co ty zrobiłeś, ale usprawiedliwiłam cię tym, że chciałeś mi jakoś pomóc, po tym jak ono mi to zrobiło. Rodzice są po naszej stronie. Pomogą nam!”
Chłopak przeżył lekki wstrząs, jeśli chodzi o tą ostatnią informację, ale szybko się opanował. Nie liczył na pomoc rodziców dziewczyny. Nie wierzył, że to jest możliwe, a nawet nie chciał ich pomocy, natomiast chciał wszystko zrobić sam, jeżeli chodzi o wojnę mafii. Każda rzecz była w stanie wytracić go z równowagi i mimo tego ciągle zachowywał zimną krew. Nerwy mu powoli wysiadały.
Następnego dnia w szkole zobaczył księdza zawzięcie rozmawiającego z Magdą. Podszedł w ich stronę i kulturalnie powiedział: - Króluj nam Chryste. - Zawsze i wszędzie – odparł Nozdrzak – jest sprawa. - Słucham? – zapytał z zimną krwią. - Co to ma znaczyć?! – krzyczał – myślisz, że ja nie wiem, że to ty piszesz do Adriana takie brzydkie SMS-y?! - Spokojnie proszę księdza. - Spokojnie?! - Ale tak w ogóle to o co księdzu chodzi? - Jak to o co?! – oburzył się – ty dobrze wiesz o co! - Bez nerwów proszę – ciągle spokojnie. - Namierzyliśmy cię z kolegą prawnikiem! Spotkamy się w sądzie! - Doprawdy? Dobrze, wtedy pogadamy. Ale po co do sądu? - Jesteś bezczelny! – odszedł bardzo oburzony.
Wszyscy patrzyli na nich. Paweł wpatrywał się ironicznie w kapłana. Dziewczyna cała drżała. Chłopak spojrzał na nią, a potem dał jej znak, żeby usiedli razem na schodach. - Przepraszam – zaczęła Magda. - Nic nie szkodzi – pocieszał Paweł – do tego w końcu musiało dojść. - Ale on groził ci sądem! - Każdemu tak groził i jakoś nigdy w nim nie był. - Dlaczego ty tak podchodzisz do tego optymistycznie? - Nie zapominaj, że jestem pesymistą. - No ale ty się w ogóle tym nie przejąłeś. - A zna on moje powody, dlaczego to zrobiłem? Nie zna! Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że nie atakuję nigdy pierwszy, a co najwyżej się mszę, gdy ktoś mnie nieźle wkurzy. - Martwię się o nas. - Daj spokój! Jakoś to będzie. - Chciałabym mieć takie podejście do tego wszystkiego jak ty. - O czym gadaliście? - Co? - O czym gadaliście, zanim tutaj przyszedłem? - Aha, o tym, że namierzyli cię na GPS. - Teraz to rozumiem czego tak wczoraj jeździli kolo mnie na tych swoim motorach-rupieciach i quadach, a potem stanęli niedaleko mnie na polach i patrzyli się w stronę mojego domu. Mówił coś jeszcze? - Tak, zmierzał krok po kroku. Zapytał czy się kumpluję z jakimś Pawłem, więc odparłam, ż tak. Potem spytał, czy mieszka niedaleko mnie. Ja na to, że jest kilku Pawłów w sąsiedztwie. Tak jakby zdenerwowałam go, ale on nie dawał za wygraną i powiedział, że wie, że to Paweł Kalinowski pisze do Adriana te SMS-y. Trochę mnie zamurowało i to chyba zdecydowało, że on ma rację. - Magda, tą bitwę przegraliśmy, ale nie wojnę. Pójdę do niego i pogadamy, najpierw bez świadków. - Uważaj na siebie. - O to się nie martw. A Monika wie o czymś? - Chyba nie. - Mogłabyś się przypadkiem dowiedzieć? - Spróbuję.
Skończyła się długa przerwa. Paweł i Magda rozeszli się do swoich klas. Koledzy chłopaka wypytywali go, o co zaszło pomiędzy nim a księdzem. On odparł krótko, streszczając całą historię: - Najpierw Adrian zabujał w sobie Magdę, potem ją zdziwkował, więc popadła w deprechę, przypadkiem się o tym dowiedziałem, dlatego postanowiłem jej pomóc, a to co zrobiłem nie jest takie straszne, jak zachowanie tamtego. - Racja po twojej stronie – ktoś odparł. - Jesteśmy z tobą – ktoś dodał. - Dzięki, ale na razie nie potrzebuję pomocy. Moja wojna, moje problemy. Jak będzie źle to dam wam znać.
Mówiąc to obserwował ich wszystkich. Zauważył na twarzach niektórych zmartwioną minę, a w ich oczach złość. Postanowił właśnie uważać na tych ludzi, aby w ten sposób dowiedzieć się czegoś więcej o przeciwniku, a przy okazji nie ulec mu.
Na następnej przerwie na korytarzu rozminął się kapłan oraz Paweł. Ksiądz oznajmił mu dość surowym głosem: - Możesz sobie pomarzyć o bierzmowaniu! - Jasne! – szepnął chłopak, po czym uśmiechnął się ironicznie. - Nie uważasz, że za bardzo ryzykujesz? – spytał Arek. - Nie. Sądzę, że on o czymś nie wie – odparł Paweł.
I znów kolejna lekcja. Chłopak wciąż nie tracił zimnej krwi, bo nie mógł sobie pozwolić na wytrącenie z równowagi. Był spokojny, zachowywał się bez podejrzeń, mimo że im bardziej było do dzwonka na przerwę, to tym bardziej trząsł się. Próbował tego nie dawać po sobie znać. |
|
Komentarzy:
0
|
|
27 styczeń 2007
|
9. Rozmowa
Dzwonek na kolejną długą przerwę. W szkole natychmiastowy huk. Przejście uczniów z podstawówki na salę gimnastyczną równoważy się z bawiącymi się słoniami w wesołym miasteczku.
Jednak nie wszystkim było do śmiechu. Paweł pierwszy wyparował z klasy i szedł śmiało, lecz trochę nerwowo do sali katechetycznej. Drogę musiał przebyć długą, ponieważ musiał przejść przez całe II piętro, potem zejść na I piętro, parter, aż w końcu do sali naprzeciwko kotłowni. Wszedł do niej. Zobaczył katechetę, Adriana i paru innych z ich mafii. Wszyscy patrzyli na niego tak jakby byli podczas II wojny światowej nazistami, a on jeńcem w obozie koncentracyjnym. Może to nie jest dogodne porównanie do tej sytuacji, ale chłopak czuł się jakby to było naprawdę.
Paweł poszedł na koniec klasy i poczekał, aż wszyscy wyjdą. Nie doczekał się. Najwięksi przedstawiciele nielegalnej organizacji pozostali, a ksiądz zapytał: - Co cię tu sprowadza? - Uzyska pan odpowiedź, jeśli oni stąd wyjdą – rzekł Paweł. - A jeśli nie wyjdą? - To poczekam, aż to zrobią. - Idźcie, pogadamy później – powiedział do tamtych, po czym wyszli – więc jaka jest odpowiedź? - Przyszedłem w sprawie tej całej afery. - No proszę, sumienie nie daje ci znać. - Nie daje, ale z całkiem innego powodu. - Ciekawe. - Proszę tylko, aby ksiądz nie przerywał mi choć teraz. - Dobrze. - To ja zacznę od początku. - No chciałbym. - Otóż – popatrzył na niego, prosto w oczy – zanim dowiedziałem się o problemach Magdy, to nienawidziłem Adriana za to jaki był, potem przyszedł ksiądz a jego duma była już większa. Odkąd pamiętam, nie lubiłem, bo nie lubię nikogo, kto pali, pije, kradnie, oszukuje i szkodzi innym na swoja korzyść. - Dlaczego zmieniasz temat? - Ja tylko naprowadzam na odpowiednie klimaty. A tak poza tym to miał mi ksiądz nie przerywać. - Och już dobrze! Przejdź do sedna. - W grudniu ubiegłego roku Adrian zaczął dzwonić do Magdy na komórkę. Na początku rozmawiało im się dosyć dobrze, aż się zakochali w sobie. Tydzień później pokłócili się o coś, dokładnie nie wiem o co, ale o błahostkę i wtedy to Adrianek nie wiedział, co to jest przebaczenie, tylko musiał nazwać ją dziwką, kurwą, itd.? - On?! – z niedowierzaniem – przecież on jest porządnym człowiekiem! - Może wobec księdza i kolegów z tej organizacji, co tylko cwaniakuje. - Dlaczego ich obrażasz?! – oburzony. - Ja mówię tak jak jest i nikogo nie obrażam, jeżeli ktoś najpierw dość dobrze nie wyprowadzi mnie z równowagi. - Ależ twoje zachowanie było po prostu chamskie, niegodne ministranta! - A to, że Adrianek i jego kumple, co wobec księdza są święci, przecież oni tak naprawdę kradną, piją, palą, itd. To ksiądz o tym nie wie? - Bluźnisz! – zaprzeczał. - Nie – pokiwał głową – nie kłamię, nie potrafię kłamać, umiem tylko udawać. - Ty ciągle kogoś udajesz! - Mam zrozumieć, że szukanie prawdy wg księdza równoważy się z udawaniem? - Nie! Skąd takie myśli? - Bo ja szukam prawdy w tym wszystkim. Chcę znaleźć wszystkich sprawców i sam ich ukarać. - Chcesz się mścić? - Nie. Chcę, aby nikt nie cierpiał przez te osoby, a jak się im trochę przemówi do rozumu, to może zrozumieją swój błąd i się poprawią. - Bardzo po chrześcijańsku podchodzisz do tego, szkoda tylko, że taki nie jesteś jak mówisz. Jest w tobie tyle zła, fałszu, tak jak w faryzeuszach, mam nadzieję, że wiesz jacy było wobec Chrystusa? - Wiem. - Twoje zachowanie mnie po prostu przeraża. Nie wiedziałem, że potrafisz taki być. Szanowałem cię, ale po tym wszystkim będziemy rozmawiać inaczej. - Powiedzmy, że to wszystko ma związek z tym, że odkąd ksiądz tu jest, to ja straciłem swoje znaczenie. - Możesz jaśniej? - Kiedyś byłem naprawdę poważnym, lubianym ministrantem, co więcej grupowym. Nienawidzili mnie właśnie ci, co teraz latają do księdza jak im ktoś coś złego powie. - Znów zaczynasz! – oburzył się. - Nie, ależ skąd! Ja tylko i wyłącznie przytaczam cały czas wątki, aby później zlepić ich w całość. - Nie możesz powiedzieć po prostu o co ci chodzi? - Staram się. - Nie widzę nic sensownego w tej rozmowie. Czuję, że spotkamy się w sądzie, a tam porozmawiamy sobie o prawdzie. Wyrok sądu będzie sprawiedliwy! - Dla mnie sąd Boga będzie sprawiedliwy, bez względu na to jak zdecydują sprawiedliwi bądź przekupieni sędziowie. - Jesteś pysznym człowiekiem. - Proszę księdza to, że nie potrafię się dobrze bronić podczas rozmowy, nie oznacza, że jestem złym człowiekiem. - A tym razem do czego zmierzasz? - Człowiek teoretycznie posiada 2 oblicza, pierwsze z nich to dobra strona, a druga to zła. - Prawda. - Irracjonalnie rzecz biorąc istnieje jeszcze trzecie oblicze, czyli wnętrze człowieka. Każdy człowiek ma je inne, kieruje się nim i kształtuje przez całe swoje życie. - Teraz to mnie zaskoczyłeś. - Wg moich rozważań to trzecie oblicze składa się z kilku czynników. - Jakich? - 1. i 2. oblicza, psychiki, no i sumienia. - Nie rozumiem. Cały czas zmieniasz tematy, prowadzisz ciągle bezsensowną rozmowę, a wciąż nie wiem do czego zmierzasz. - Zanim to powiem, to proponuję wrócić do tego, co się nie tak dawno wydarzyło. - Niech ci będzie. - A więc, siedziałbym cicho, ale Adrian znów zaczął pisać do Magdy, pytał dlaczego jest na niego zła. Oczywiste jest to, że ją to ładnie mówiąc zdenerwowało, a ja już nie mogłem patrzeć bezczynnie jak ona cierpi. Chciałem jego nr i powiedziałem mu parę gorzkich słów. - Brzydkich słów! - Racja, ale nie aż takich jakich używał Adrian wobec Magdy. - Wciąż ci nie wierzę! – ciągle oburzony. - Nie musi ksiądz, ale niech ksiądz się nie dziwi, jak przyjdą tu inni, niekoniecznie z moich znajomych i zaczną się księdzu lub nauczycielom skarżyć jacy są ci, co liżą się koło księdza, a tak naprawdę są na równi z Judaszem - Tego już za wiele! – był na skraju nerwów – nie dość, że obrażasz niewinnych ludzi, to jeszcze kłamiesz! - Więc jaki powinienem by? - Na to pytanie musisz sobie sam odpowiedzieć, bo teraz nie mam na to czasu, od 15min jest lekcja, a ja ci tego niesprawiedliwie, że rozmawiamy o głupocie. - Czyli mam rozumieć, że gdy ja albo ktoś z moich znajomych cierpi z powodu lizusów, to jest to jak najbardziej dopuszczalne, a jeśli ja lub moi bliscy powiedzą coś złośliwego, choćby na żarty, do księdza podopiecznych, to od razu świat się wali, wielka afera, kłopoty, ksiądz staje zaraz w ich obronie, a jakoś nigdy się nie spyta obu stron o co zaszło, tylko ufa ksiądz słowom, wie ksiądz czyich. - Zrozum Paweł, że ja nie mam lizusów. - To niech ksiądz to powie wszystkim, może uwierzą, lecz nie sądzę. - Dlaczego? - Bo mają ten sam powód co ja: znają wnętrze tych, co garną do księdza. - Idź już. - Poszedłbym jakbym wiedział, że ksiądz jest też po mojej stronie w tej aferze. - Jeszcze jedno, ja nie toleruję tego, gdy ktoś cierpi przez kogoś, niezależnie od tego kim jest – uspokoił ton. - Chciałbym w to uwierzyć, ale jest to dla mnie trudne po tych wszystkich przeżyciach. - Niedojrzałeś jeszcze emocjonalnie. - Mam nadzieje, że to nie ma nic do tego, że nie zostanę dopuszczony do bierzmowania? - Nie ma. - Więc mogę złożyć podanie? - Możesz. - Pójdę już. Proszę księdza o to, by ksiądz nie rozpowiadał o naszej rozmowie i tej aferze w szkole, nikomu. Chcę, aby prawda odnalazła się sama. - Rób co chcesz, byleby inni nie cierpieli. - O to niech się ksiądz nie martwi. Z Bogiem! - Z Bogiem.
10. Prześladowanie
Paweł wrócił na lekcję. Usprawiedliwił się, że bolała go głowa i brzuch i był u higienistki. A tak naprawdę czuł, że zrobił bardzo wielki krok w tej całej aferze, ponieważ od katechety zależały dalsze losy członków organizacji i losy znajomych Pawła. Zrobił, co mógł, ile potrafił. Widział, że księdza Dawida momentami wstrząsały jego wnioski, do tego stopnia, że wydawało mu się, że chłopak mówił prawdę, a on zaprzeczał. Przez najbliższy czas obaj bili się z myślami. Czekali komu najpierw wysiądą nerwy, ale dopiero po kilku miesiącach wszystko się wyjaśniło.
Afera się uspokoiła na czas bierzmowania, któro odbyło się 20. maja. Jednak ten spokój trwał krótko, bo katecheta na lekcjach religii oraz w swoich kazaniach w kościele rozważał to wszystko, o czym rozmawiał z Pawłem. Chłopaka bardzo to upokarzało, że wykorzystuje jego słowa przeciw niemu. Mimo to nie poddawał się. Był to dla niego trudny okres w psychice, ale nic ją nie mogło złamać, był bardzo silny. Nie wyładowywał się na innych, mniej przeklinał, kłamał, całą niesprawiedliwość wobec siebie dusił w głębi serca, był cierpliwy, mało nerwowy.
Jednak im bardziej było do końca roku, to nerwy zaczęły wszystkim siadać. Afera była wielkim przeżyciem, ale nie zapominajmy też o innych przeżyciach chłopaka. W tym czasie wyznał Monice, że miał romans z Magdą, inaczej mówiąc miał momenty w swoim życiu, nad którymi nie potrafił zapanować. Jego dziewczyna była bardzo tym wstrząśnięta. Oznajmił też Magdzie, co zrobił. Ona też była bardzo wstrząśnięta. Przyjaźń między całą trójką rozpadła się. Wszyscy cierpieli i wszyscy zamknęli się w sobie. Odtąd prowadzili swoje, odrębne życie. Pozostał miesiąc do zakończenia roku szkolnego, więc koncentrowano się tylko na nauce. Obficie wykuwano regułki, wzory, definicje, co się tylko dało.
Po jakimś czasie Monika oznajmiła Pawłowi coś ważnego: - Cześć! – zaczęła. - Cześć! – odparł. - Co tam? - A nic. A u ciebie? - Też nic, chociaż mam dla ciebie wiadomość. - No słucham. - Kocham cię i nie mam zamiaru cię opuszczać. - Naprawdę? – z niedowierzaniem. - Tak. - Dziękuję. - Ale musisz mi coś przyrzec. - Wszystko skarbie! - Jak dla mnie to wystarczy tylko to, że musisz mi przyrzec, że już nigdy mnie nie zdradzisz. - Dobrze. Przepraszam cię za tamto. - Zapomnijmy o tym. Tego się obawiałam, ale widzę, że pomogłeś Magdzie, za to ja ci dziękuję. - To ja ci bardziej dziękuję za to, że dałaś mi jeszcze jedną szansę. - Wiedz mój drogi, że ostatnią. - A co teraz z Magdą? - Musi być z powrotem z nami. - Tak, tylko że teraz to już będzie trudno cokolwiek dla niej zrobić. Sama widzisz, jak się załamała. - Umiałeś ją wyciągnąć z depresji, to próbuj. - Nie boisz się o nas? - Nie. - Dlaczego? - Bo człowiek uczy się na swoich błędach, więc uważam, że drugi raz nie zrobi tego samego. - No mam nadzieję.
Przytulił dziewczynę i pocałował. Złagodziło to trochę psychikę, ale na krótko. Zgodnie z prośbą swojej dziewczyny drugi raz wyciągnął Magdę z depresji. To też rozłagodziło go, lecz najgorsze było dla niego było to, że był ciągle prześladowany. Był bezradny. Długo myślał, co zrobić, aby zakończyć wojnę. A odpowiedź była prosta. Zapomniał, że miał swoich znajomych, którzy obiecali mu pomóc, zapomniał o kolegach i koleżankach z klasy, znajomych poznanych na czatach, a szczególnie o swojej siostrzyczce. Przyjął bardzo krótką strategię: nie mówił dużo, za to bardzo treściwie, współpracował z osobami, którym bardzo ufał, nawet z wychowawczynią, na której zawsze mógł polegać. W taki oto sposób rozszyfrował wielu członków tajnej mafii. Ciekawe było to, że osobom, którym kazał się czegoś dowiedzieć, nie mówił, co zrobi z informacjami, które mu przyniosą. Dopiero z czasem zaczęli się domyślać po co mu to wszystko było. Najwytrwalsi nadal z nim pracowali. Dziwne było to, że nikt ich nie nakrył lub przynajmniej Paweł o tym nie wiedział.
Praktycznie do końca czerwca znał znaczną grupę osób, które przez ostanie tygodnie prześladowały go w każdy możliwy sposób. To, czego się dopuścił, zdumiewało wielu, a sam chłopak się tym rozradowywał w trudnych chwilach, często przesadzał ze swoją dumą, lecz nie krzywdził przy tym innych.
Zakończył gimnazjum ze średnią 4.5, z testu miał łącznie 81pkt, a w LO 133pkt, co spokojnie pozwoliło mu pójść do LO. A wracając do ostatniego dnia w starej szkole, to cała klasa długo się żegnała ze sobą, widzieli się ostatni raz w tym składzie.
11. Choroba psychiczna
Zaczęły się kolejne wakacje. Z jednaj strony radość, wolność od nauki, a z drugiej stres przed nową szkołą oraz inne problemy wakacyjne. Dla 16-latków od kilku lat okres dzieciństwa przeszedł w okres bycia dorosłym, ponieważ młodzież na wakacjach szuka pracy, bo chce sobie zarobić pieniądze, głownie na rzeczy potrzebne w szkole. Już w tym wieku młodzi ludzie stają się po części dorosłymi.
Oczywiste jest to, że nie cała młodzież szuka pracy. Bogacze korzystają z życia. Dla nich trudem jest, gdy ktoś im nie usłuży i muszą się namęczyć z czymś sami. A jacy są potem zdenerwowani na wszystkich i wszystko. Da się zauważyć również, że nie trzeba być bogatym, aby tak się zachowywać.
Wróćmy teraz do losów głównego bohatera, Pawła. Otóż on znalazł sobie pracę na zbiorze owoców, które później sprzedawał na skupie. Tak zarabiał na życie. Gdy wracał z pracy, czekały na niego obowiązki w domu, koło domu i w polu. Jego życie stało się bardzo ciężkie, chcąc nie chcąc urwał większość kontaktów, bo w dzień nie miał na nie czasu, a w mocy był taki przemęczony, że tylko spał.
Gdy był deszcz miał czas dla innych i na rozrywkę. Czasem też pracodawca robił wolne dla swoich pracowników w słoneczne dni, więc starzy znajomi umawiali się na ogniska, festyny albo dyskoteki. Jednak takich chwil było bardzo mało w pierwszej połowie wakacji, bardzo upalnych wakacji.
Paweł z czasem stał się coraz bardziej samotny. Nie miał czasu na rozrywkę i to go bardzo bolało, bo tylko niedzielę miał wolną. Osamotniał się każdego dnia coraz więcej. W pewnej chwili wysiadła mu całkiem psychika. Był sam, od zakończenia szkoły nie wiedział się ze swoja dziewczyną, nawet z Magdą, czy Renatą i Justyną. W dodatku każdej nocy śniły mu się różne koszmary związane z mafią. Sumienie nie dawało mu zapomnieć o tum, co było. Przyszłość była dla niego bardzo bolesna, nie wiadomo czemu żałował wszystkiego, co dotychczas zrobił. Końcem lipca był już tak psychicznie chory, że w pracy i w domu zachowywał się strasznie źle. Nikt nie mógł z nim wytrzymać, więc rodzice postanowili, aby odpoczął minimum na tydzień od pracy. Nie wiele to zmieniło jego życia.
Cieszył się nowozałożonym Internetem, słuchał muzyki, dużo spal. Miał też czas na liczne imprezy. Zorganizował nawet ognisko kolo domu, na któro przyszło sporo osób. Długo się nie widzieli, więc mieli dużo do opowiadania.
Dobiegał koniec wolnego czasu. W sobotę wieczorem rozchorował się na nowo. Czuł, że bierze go depresja, czuł wielką potrzebę zapomnienia o swoim istnieniu. Jakby umiał, to odebrałby sobie życie. Lecz tego nie umiał. Było z nim już fatalnie. W końcu nie wytrzymał i bardzo nerwowo oznajmił swojej dziewczynie, że on już nic nie jest w stanie zrobić ze swoją psychiką i prędzej czy później skończy ze sobą. - Skarbie, muszę ci coś powiedzieć – zaczął Paweł. - Tak kochanie – odparła Monika. - Kochasz mnie? - Tak, nawet bardzo. - Co byłoby gdybyśmy już nie byli razem? - Czy mam rozumieć, że to koniec? - Tak. - Dlaczego? - Ja już nie daję ze sobą rady. - A może zdradzasz mnie? - Nie! Nie umiem tego! Proszę, nie zrozum mnie źle, ale tak będzie dla nas lepiej. - Lepiej?! Czy ty nie widzisz, że ja cierpię przez ciebie?! - Przepraszam. A teraz powiem ci co jest przyczyną tego całego zła, z którego nie ma wyjścia.
Tutaj opowiedział dziewczynie w detalach historię z Adrianem i Magdą, jego aferą, jej rozwiązanie i skutki. - Ależ kochanie, to nie jest powód, abyśmy ze sobą skończyli – zaprzeczała Monika. - Jest! – zakrzyczał Paweł. - Mnie to bardzo boli, co mówisz. - Przepraszam. Nie wiedziałem, że będzie ze mną, aż tak źle. - A może chcesz mojej pomocy? - Nie! - A może Madzi? - Nie! - Nawet siostry? - Nie chcę! W ogóle! - Rozumiem. - Ty nic nie rozumiesz! Nic już nie jest takie jak dawniej! Wszystko straciło swój sens. - A jeszcze nie tak dawno mówiłeś, że jestem twoją jedyną, będziesz zawsze ze mną, weżniemy ślub, będziemy mieć dzieci. - To przeszłość! Znajdź sobie kogoś innego! - Tylko ciebie kocham i nie umiałabym o tobie zapomnieć. - Ostatnia moja prośba, to zapomnij o mnie na zawsze, skreśl wszystko, bo ja cię już nie kocham, przepraszam za wszystko! Żegnaj, za zawsze!
12. Odrodzenie
Ta decyzja totalnie zrujnowała Pawła, ponieważ stracił już wszystkich. Nie miał wyrzutów sumienia, osiągnął swój cel, stracił kontakty ze wszystkimi, mimo że ciągle ktoś odzywał się na komórkę. Monika miała nadzieję, że chłopak zmieni jeszcze swoje zdanie i będą znów razem. Myliła się.
A chłopak postanowił zakończyć robotę. Uzbierał trochę pieniędzy. Teraz miał więcej czasu na Internet i na ściąganie filmów i mp3. rodzice chodzili do pracy a brat do sąsiadów, więc w domu był ciągle sam. Założył swojego bloga, którego prowadził od czasu do czasu. Wpadł na pomysł, że może umieszczać w nim swoje wiersze. Odkrył z upływem czasu , że ma talent do pisania poem. Pisał o śmierci, braku nadziei, czasem o marzeniach, miłości, przyjaźni, ideałach. To, co robił, rozładowywało go w pewnym stopniu. Ciemną stroną tego wszystkiego było to, że nikt nie czytał tego, co stworzył. Musiał przełamać samego siebie i zacząć się rozreklamowywać wśród innych blogowiczach czy czatach.
Magda do niedawna siedziała w cieniu wakacji, ale szybko zareagowała, gdy Monika oznajmiła jej, że rzucił ją chłopak. Uświadomiła sobie, że jest on teraz wolny, więc może się o niego starać, poza tym to miała jeszcze inny powód, aby się z nim związać. On uratował ją z depresji, a teraz ona ma szansę uratować jego. - Pogadamy? – spytała Magda. - A o czym? – dopytał Paweł. - O czymkolwiek, na co tylko masz ochotę. - Wiesz, jakoś nie mam ochoty. - A to dlaczego? - Nie twój interes. - Ej no powiedz. - Nie powiem. - Proszę. - Nie proś. - Nie nudzisz się sam? - Nie. - A mogę wiedzieć co robisz? - Na necie siedzę. - Znalazłeś coś ciekawego? - Dużo. - To się tym pochwal. - Ja wiem czy powinienem. - No powiedz. Mi nie powiesz? - Piszę wiersze. - Co? – wybuchła śmiechem – chyba żartujesz? - Nie. Podam ci link i zobacz sobie sama. - A to dopiero! Tego się po tobie nie spodziewałam. - Widzisz, a jednak. - A jak tam zdrówko? - Jakoś leci. - Mam pytanie. - Jakie? - Kiedyś mówiłeś, że my możemy być razem szczęśliwi. - Kiedyś i co z tego? - Czy to kiedyś może być teraz? - Skarbie, spodziewałem się, że kiedyś do tego dojdzie. - Więc czy to oznacza, że będziemy razem? - A chcesz? - No pewnie! - Jak miło uszczęśliwiać ludzi, szkoda tylko, że oni nie umieją uszczęśliwić mnie. - Weź przestań! Po co ludzi? A nie mogę tylko ja tego robić? - Jesteś w stanie. - Jestem. - To do dzieła! - Się robi panie komandorze. - Heh, moja mała pani komandor.
Spełnili swoje dotychczas zakazane marzenie, teraz mogą być już razem. Wykorzystali to. Obydwoje odnaleźli wiarę w sens życia. Połączyła ich miłość, która tym razem nie była już taka szalona i ślepa jak ich poprzednie związki.
Lecz zło zawsze się gdzieś znajdzie. Adrian przypomniał sobie o swoim istnieniu, bo znów zaczął pisać SMS-y do dziewczyny, którą bardzo zaniepokoiło to, że kolejny raz będzie jej marnował czas. Paweł powiedział, żeby skorzystała z funkcji blokowania podejrzanych nr. I tak unikała kontaktów z obcymi.
Tymczasem Monika zaczęła pisać, tyle że do Pawła, a to już bardzo zadziwiło chłopaka, że równocześnie z wrogiem chce się dowiedzieć o jego życiu i jego nowej dziewczyny. Od razu zaalarmował o tym Magdę i od razu zorientowali się, że oni są ich wrogami. Teraz zrozumieli przyczynę swoich niepowodzeń. Podejrzewali wiele osób, ale nie przypuszczali, że może to być Monika. Urwano z nimi kontakt, bez walki, bo nikt nie miał już na nią siły.
Zbliżał się koniec wakacji. Napięcie rosło przed nową szkołą. Kochankowie żałowali, że się już nie będą na co dzień spotykać, dlatego też postanowili codziennie się spotykać. Byli razem od 1. sierpnia i ta data na dobre utkwiła w ich sercach, natomiast 15. sierpnia mieli do zapamiętania kolejną bardzo ważną datę – po raz pierwszy pocałowali się. Wyprowadzili też ciekawy wniosek, albowiem ich rodzice podejrzewali, że chodzą ze sobą od dawna. Paweł ujął to tak: „Nasi rodzice wiedzieli wcześniej niż my, że jesteśmy razem”.
Wrzesień – koniec luzu, początek nowych problemów i poznanie nowych ludzi. Paweł dość szybko zapoznał się z wieloma osobami, szczególnie z dziewczynami. Postanowił też porzucić funkcję ministranta na zawsze. Rozpoczął nowe życie, dla niego wszystko zaczęło się od nowa. W nowej klasie znalazła się tylko 1. osoba z Bliziowianki, a cała klasa liczyła sobie na początku 34. uczniów, znaczna część wędrowała do innych klas albo przychodzili nowi. Nacisk na naukę był bardzo mały, ponieważ dla nowych uczniów było udostępnione prawo miesiąca ochronnego, czyli oznaczało to, że przez cały wrzesień uczniowie klas pierwszych nie mogli być pytani.
Zaraz po rozpoczęciu nowego roku szkolnego, Paweł poszedł do Magdy, aby się z nią spotkać ostatni raz, będąc jeszcze wolnym od nauki. Spędzili ze sobą bardzo dużo czasu, pobili chyba wtedy rekord w tej dziedzinie.
Rozłąka odbijała się na psychice obojga. Dziewczynie przypominały się ciężkie chwile sprzed kilku miesięcy. Ciągle dręczyła tym swojego chłopaka. Potrafił jej pomóc, ale tylko chwilowo, pocieszając ją w SMS-ach i pisząc dla niej poemki.
Co do jego twórczości, to zmienił swój charakter pisania, pisał tylko o miłości i nadziei, a gdy się bardzo denerwował, to nie pisał o śmierci, tylko polityce, tzn. ochrzaniał polityków za to, co robią, ale nie podawał konkretnych nazwisk, bo wszyscy wiedzieli o kogo chodziło.
13. Dobre wieści
Skończył się miesiąc ochronny w LO, więc rozpoczęła się walka o przetrwanie. Każdy myślał o sobie, aby się nie zhańbić przed innymi. Mimo to prowadzono bardzo szeroko życie towarzyskie. Nowe znajomości, nowe miłości, nowi wrogowie, ale jeszcze nie tacy straszni, o tym dopiero zadecyduje przyszłość.
W normalnym życiu Paweł powrócił w szeregi ministranckie i od razu awansował na pozycję seniora, czyli nie był zależny od woli grupowych, tylko od księży. Gdy wrócił po miesięcznej przerwie, jego dotychczasowi wrogowie, na czele z księdzem Nozdrzakiem, ale bez Michałowskiego, przywitali go bardzo serdecznie, a najdziwniejsze było to, że jak rozszyfrował ich zachowanie, to stwierdził, iż nie mają wobec niego złych intencji. Nie rozumiał tego, a nie mógł też uwierzyć, że jego szyfry, aż tak go mylą. Jednak go nie myliły, lecz okazały się prawdą. Mijały tygodnie a oni nadal byli tacy sami. Wtedy zrozumiał, że wojna skończona i on ją wygrał.
Pragnął szybkiego spotkania ze swoją dziewczyną, aby oznajmić jej to. Na początku nie chciała wierzyć, lecz uległa chłopakowi. Rozpłakała się ze szczęścia. Dowiedział się od niej, że w szkole dotychczasowi wrogowie stali się dla niej bardzo mili i już jej tak nie dokuczają jak dawniej.
Kolejne dni przynosiły im obfitych wiadomości na temat skutków afery. Otóż ich osobowości stały się autorytetem dla innych, głównych wrogów unicestwiano, a tajne organizacje w obozie katechety rozwiązano. Pozostała tylko legalna organizacja myśliwska. - Kochanie, to koniec – rzekł z radością Paweł. - Czego koniec? – spytała zmartwiona Magda. - Wojny, wygraliśmy! - Ale jak to? - Słuchaj, Nozdrzak zrobił czystki w mafijnych szeregach, a ja, no i ty, jesteśmy teraz bardzo doceniani wśród byłych wrogów. - Jak to byłych wrogów? - Katecheta zrozumiał swój błąd z tej naszej rozmowy i wzięło go sumienie. - Tak się cieszę, że już po wszystkim. - Ja też. - A co z Moniką i Adrianem? - Z tajnych źródeł wiem, że chodzą ze sobą od 2-óch lat. - Od ilu?! – zdziwiona. - Od 2-óch lat. - Czyli te wszystkie kłopoty były z góry zaplanowane przez nich? - Tak. I pomagał im w tym nieświadomie kwadratowy. - Zrozumiał wszystko po twojej rozmowie. - Na to wygląda. - No ale co z nimi? - Podejrzewam, że mogą odważyć się na kolejną wojnę, tylko, że o mniejszym znaczeniu, mając na celu jedynie zemstę niewierności: twojej z Adrianem i mojej z Moniką. - Ależ przecież oni są ze sobą dłużej niż my razem! - I właśnie dlatego nie musimy się o nic bać. - Dlaczego? - Bo oni nie wiedzą, że my wiemy o tym, że oni są razem, wiec każdy krok w tym kierunku rozgromi ich chęć do mszczenia się na nas za nic.
14. Zakończenie
A wojny jak dotąd nie było tak nie będzie, bo kontakty miedzy dwójką wrogów się urwały. Paweł i Magda, od zakończenia tego całego sporu, byli naprawdę szczęśliwi, głownie dziewczyna odnalazła sens swojego istnienia. Nie łamała się już przy każdym zaistniałym problemie, ponieważ potrafiła sobie poradzić z kłopotami. Zawdzięczała to swojemu chłopakowi.
Niebawem starzy znajomi, o których Paweł starał się zapomnieć na wakacjach, odezwali się i znów wszyscy byli szczęśliwi. O wielu z nich zdążył już zapomnieć, lecz oni nie zapominali o nim. Cieszyło to oboje zakochanych, że wszystko dobrze się skończyło.
Kilka dni po rozwiązaniu wszystkich szyfrów, odezwała się Monika. Bardzo pragnęła pogodzić się z Pawłem i Magdą. Oni najpierw niechętnie, ale zgodzili się, lecz pod warunkiem, że nie może dopuścić do tego, co się stało.
Adrian Michałowski chodził czasami do szkoły, a większość czasu spędzał na kradzieżach i piciu. Zgubiło to największego wroga poszukiwaczy prawdy w Bliziowiance. Odtąd wszyscy rozumieli przesłanie Pawła wobec odpowiedzi na pytanie: „w co się powinno wierzyć?” Jego wniosek był uniwersalny dla każdego człowieka, niezależnie od tego w co wierzył, ponieważ w życiu należy kierować się trzecim obliczem, które składa się z psychiki, sumienia, dobrej i złej strony człowieka. Ta cała filozofia tłumaczy, co to jest to „coś”.
|
|
Komentarzy:
9
|
|
| Statystyki |
Przeczytało
202
|
Powiedziało
17
|
|
Pochwaliło
0
|
|
|